Słowo o paczkach roznoszonych przez harcerzy

O paczkach, manifestacjach i ,,przepychankach” z milicją

Relacja ze spotkania uczniów klasy I G Prywatnego Gimnazjum nr 22 Lauder-Morasha w Warszawie z p. Tomaszem Kosełą

Nasz gość – świadek historii, Pan Tomasz Koseła, ojciec jednego z uczniów PG nr 22 Lauder-Morasha Warszawie, w VIII 1980 r. miał osiemnaście lat. Od samego początku wywiadu podkreślał, że tamten ,,okres – lata 80. – to był zupełnie inny świat”. Pan Tomasz zwrócił nam szczególną uwagę na fakt, iż przed VIII 1980 r. ,,nie było nic i nie wolno było nic”. Strajki na Wybrzeżu, a potem utworzenie samego NSZZ ,,Solidarność” oraz rozwój ,,Solidarności” – społecznego ruchu, do którego należało ponad 10 mln ludzi, spowodował daleko idące zmiany. Nasz gość sygnalizował nam, że ,, przede wszystkim zmieniła się mentalność, sposób myślenia. Ludzie przestali się bać. Można było w końcu mówić, strajkować. Ukształtowała się wyraźna oś: społeczeństwo na jednym biegunie, władza na drugim.”. Dzisiaj, jak stwierdził Pan Tomasz: ,, mam ochotę ma lody, czekoladę, słodycze … to idę je po prostu kupuję. Wtedy nie ma nic. Żywność jest na kartki. Człowiek zadawał sobie pytanie: kupić buty ładne czy praktyczne? Stąd ogromne znaczenie darów – paczek docierających z Zachodu, najwięcej z Niemiec.”.

Zaradni harcerze

W okresie od VIII 1980 r. do XII 1981 r. paczki, jak zauważył nasz gość, docierały do poszczególnych Regionów ,,Solidarności”, do parafii, skąd je rozdzielano. Problem zaczął się po wprowadzeniu stanu wojennego. ,,Mieliśmy problem: jak i co zrobić, aby paczki dotarły do adresatów. Kontakt z tzw. Zachodem został w ogromnym stopniu ograniczony. Wszelkie instytucje – poza partyjnymi – zostały zdelegalizowane. Wpadliśmy na pomysł, że można naszą działalność dotyczącą rozdawania paczek kontynuować poprzez kontakty ze Związkiem Harcerstwa Polskiego. Tak się złożyło, że to Hufiec Warszawski ZHP był właścicielem Pałacu Młodzieży. To właśnie tam przyjeżdżały TIRy z darami, ogromne samochody – 24. Tonowe załadowane po dach przyczepy. Nasza działalność polegała na rozładowywaniu transportów, wykonywaniu ,,mniejszych paczek” oraz kolportowania ich pod wskazane adresy. Działacze opozycji dostarczali nam listy osób potrzebujących. Od nich – tajnymi kanałami przekazu – otrzymywaliśmy także informacje, w których ładunkach ukryte są farby drukarskie, części powielarek. Po prostu wiedzieliśmy gdzie ich szukać wśród olbrzymiego ładunku środków czystości oraz żywności.’’.

Słowo o drukowaniu ,,bibuły”

Pan Koseła uświadamiał nam, że problemem, z którym musieli się mierzyć on i jego koledzy, była również kontrola tych transportów przeprowadzana przez milicję czy SB. ,,Ważny był czas. Trzeba było znaleźć odpowiedni towar zanim milicja przetrzepie cały załadunek”. Pan Tomasz opowiedział nam, że ,,Solidarność” przed 1981 r. drukowała sporo, wydając liczne ulotki, broszury. ,, Ryzyko był ogromne. Jedni drukowali, inni roznosili. Sam proces też był dość skomplikowany: za pomocą matrycy drukowano ulotki. Wyglądało to tak. Kładło się lustro, na nim flanelową szmatkę nasączoną farbą drukarską. Tak przygotowaną szmatkę kładło się na matrycę, a następnie wałkiem do malowania przejeżdżało się po gładkiej, równej powierzchni.. Ja poznałem wszystkie etapy procesu powstawania i roznoszenia bibuły. Mój kolega drukował ulotki. U koleżanki je składowaliśmy . Ktoś inny roznosił je po ludziach, w różne miejsca Warszawy. Chodziło o to, aby nikt nie wiedział do końca kto, gdzie i kiedy nielegalnie to robi – na wypadek wpadki czy przesłuchań. Ulotki roznosiliśmy najczęściej po zakończeniu Mszy św. W różnych kościołach, kiedy ze świątyń wychodziło bardzo dużo ludzi. Tajniacy, SB i milicja stale kontrolowała okolice kościołów. Była cała ,,szkoła” rozrzucania ulotek. Robiło się to według tzw. zasady: ,,spod pachy”

Starcia z MO

,,Muszę Wam powiedzieć, że wolelibyśmy rozmawiać, przedstawiać w dyskusji swoje argumenty, niż krzyczeć na milicję i skandować antyrządowe hasła. Dziś wy możecie działać w sposób demokratyczny. To jest różnica, w stosunku do tego co obserwowaliśmy w Warszawie 11 XI br. . Pamiętam sytuację kiedy w okolicach Katedry  św. Jana poszliśmy na taką ,,walkę” z MO i SB. Wiedzieliśmy, że po zakończeniu Mszy św. Będzie demonstracja. Niestety z reguły udawało nam się zwartą grupą dotrzeć najdalej do Placu Zamkowego. Tu czekały już na nas kordony milicji wyposażonej w pałki, broń, gaz łzawiący i polewaczki – armatki wodne. Każda z takich ,,zadym” wyglądała podobnie. Początek to była słowna przepychanka. Kiedy rozlegał się znajomy komunikat, że ta demonstracja jest nielegalna i nawoływania, aby się rozejść, my skandowaliśmy – chodźcie z nami. Milicja uruchamiała ,,gaziki”, które podjeżdżały z wyrzutniami z gazem łzawiącym. Łapaliśmy pojemniki z gazem, którymi rzucano w naszą stronę i ,,oddawaliśmy: je właścicielom, czyli rzucaliśmy w MO. W starciach z MO wykorzystywaliśmy też chodnikowe płyty. Rozbijaliśmy je na kawałki. Te służyły za oręż w ,,walce”. Potem uciekaliśmy . Kordon milicji ruszał za nami. Chroniliśmy się do kościoła. Czasem przed wejściem do świątyni robił się zator. Milicja pałowała zebranych, stłoczonych tam ludzi. Część wyłapywali i ci trafiali do więzienia.

Demonstracja 31 VIII 1981 r.

,,Starówka. Myśmy się wtedy spóźnili i próbowaliśmy dostać się pod Zamek Królewski od Krakowskiego Przedmieścia. Milicja zablokowała przejście. Ktoś rzucił hasło: Idziemy przez Most Śląsko-Dąbrowski na ,,Cyryla i Metodego”. Tam w rejonie komisariatu czekała na nas milicja. Uciekaliśmy przejściem podziemnym. Nigdy dotąd nie nawdychałem się w takiej ilości gazu łzawiącego.”

Nie zawsze była to tylko nasza ,,zabawa”

,,Po zniesieniu stanu wojennego studiowałem na Uniwersytecie Łódzkim. Wspierałem Niezależne Zrzeszenie Studentów. Byłem też starostą roku. Starałem się angażować, jak umiałem. Żeby móc rozmawiać, działać, podjąć jakikolwiek dialog z władzami trzeba było się ujawnić. To był szczególny czas przesłuchań: wielogodzinnego maglowania na komisariacie, zastraszania, sugestii i zachęcania do współpracy.”.

Zapach paczek…

,,W paczkach docierały do nas zarówno żywność, jak i środki piorące. Zapamiętałem zwłaszcza duże bloki pomarańczowego sera, który porcjowaliśmy i roznosiliśmy po domach oraz serki topione pakowane w kostkach. Nigdy nie zapomnę też zapachu pomarańczy prawdziwej czekolady…”

 

Opracował : Piotr Ulatowski