|
Bardzo ciekawym projektem - tym ciekawszym, że realizowanym za oceanem - jest wywiad z panią Janiną Piatkowską - Polką, która w czasie II wojny światowej została zesłana na Syberię wraz z całą rodziną.
Trzy uczennice - Amelia Swica, Julia Banasikowski i Monika Bueltel pytały panią Janinę o lata dzieciństwa, które przypadły na tak trudny czas. Oto fragment ich wywiadu:
|
Zapraszamy wszystkie szkoły polonijne do programu
Opowiem ci o wolnej Polsce. Więcej informacji na
stronie
Gdzie mieszkałaś i co robili Twoi rodzice przed II wojną światową?
Urodziłam się w Kielcach w lutym 1934 roku a w czasie wojny moi rodzice z czwórką dzieci mieszkali w Brześciu nad Bugiem. Mój tatuś pracował w wojsku, w zaopatrzeniu. Mama była w domu i wychowywała dzieci. Ja z bratem Mietkiem chodziłam w 1940 roku do przedszkola. Pamiętam jak zrzucano bomby na Brześć, do tej pory boję się syren alarmowych. Miałam wtedy 5 lat.
Jak to się stało, że pojechałaś na Syberię?
To było w czerwcu 1940 roku, kiedy żołnierze rosyjscy przyszli o północy do naszego mieszkania i kazali się szybko pakować do podróży. Babcia miała przygotowane trochę jedzenia i wzięła dużą pierzynę. Tam też włożyła pieniądze zarobione ze sprzedaży maszyny do szycia. Rosjanin rozciął nożem kołdrę i zabrał pieniądze. Śmiał się mówiąc, że „tam gdzie jedziecie nie będą wam potrzebne“. Kazali nam iść na dworzec kolejowy, bo pojedziemy w dobre i bezpieczne miejsce. Na dworcu czekaliśmy na peronie całą dobę na pociąg. Było nam bardzo zimno i mama otulała nas jak mogła.
I co? Czy przyjechał ten pociąg w końcu? Jak on wyglądał?
Przyjechał, Amelko, pociąg towarowy. W środku wagonów były zrobione półki. Jedna półka na całą rodzinę. Ja cieszyłam się, bo dostaliśmy górną półkę i tam było małe okienko przez które mogłam patrzeć na zewnątrz. Dla mnie to była nowa przygoda. W jednym wagonie mieściło się około 60 ludzi. Tatę wybrano kierownikiem wagonu. Pobierał jedzenie dla wszystkich i dzielił miedzy rodziny w naszym wagonie. W 4-tym dniu jazdy w wagonie bydlęcym ukończyłam 6 rok życia. Powoli kończyły się mojej mamy skromne zapasy żywności. Byłam wiecznie głodna. Pociąg stawał raz dziennie i podawali nam gorącą wodę i czarny chleb. Po środku wagonu był piecyk, w którym palono drzewo. Mój tatuś opowiadał nam wszystkim dużo ciekawych i wesołych historii. Mijały tygodnie. Ludzie zaczęli chorować i umierać. Po dwóch miesiącach dojechaliśmy do miejscowości Czarny Jar za Nowosybirskiem. Przesielismy sie na prom i jechalismy kilka dni promem rzeka Czułym w środek tajgi. Tam przeżyliśmy 2 lata.
(...)
Czy były inne dzieci na Syberii? Czy tęskniłaś za Polską?
Chyba były, wiem tylko o rosyjskich i ukrainskich dzieciach. Jak przychodziło Boże Narodzenie rodzice opowiadali nam o choince, prezentach. Uczyli nas czytać po polsku z mamy modlitewnika. Często wspominaliśmy nasze życie w Polsce. Zawsze mówiło się o Polsce najpiękniej. Mój tato zachorował ciężko na malarię i szkorbut. Bardzo chcieliśmy już jechac do tej Polski.
Opowiedz jak wróciliście do Polski?
(...)
I nadszedł rok 1946 i powiedziano nam, że możemy wracać do Polski. Nagle mogliśmy wyjechać do Ojczyzny, w tylu pięknych obrazach odmalowanej przez rodziców! Wracaliśmy wynędzniali, ze schorowanymi rodzicami i bardzo biedni. Miałam 12 lat i nie byłam nigdy w polskiej szkole. Przyjechaliśmy do rodzinnych Kielc. Zrobiłam 3 klasy szkoły podstawowej w ciągu roku. Zachwycałam się wszystkim. Pamiętam niedzielną mszę św. Ksiądz coś rozdawał i wszyscy podchodzili do ołtarza a ja też chciałam tam biec. Jakie to wszystko było śliczne!
Przeżyliśmy wszyscy, mama, tata i czworka dzieci 6 lat wywózki na Sybir dzięki Bożej Opatrzności, moim Rodzicom, Salomei i Stanisławowi Adamcom jak i miejscowym dobrym ludziom, którzy dzielili się z nami ostatnią kromką chleba. Tam na dalekiej Syberii, w Kazachstanie i na Ukrainie. Do dzisiaj moim ulubionym przysmakiem jest skórka od chleba, którego nigdy nie marnuję.
Minneapolis, marzec 2009 rok.