|
|
|
|
Styczeń
| 1 stycznia |
| 1944 |
Utworzenie Krajowej Rady Narodowej (politycznie związanej z z komunistami). |
| 1949 |
Rozpoczęcie tworzenia Państwowych Gospodarstw Rolnych. |
|
1973
|
Powstał koncern wydawniczy Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza "Prasa-Książka-Ruch", centralna struktura wydawnicza PZPRR, działająca pod bezpośrednim kierownictwem partii.
|
| 1990 |
Wprowadzono nowe ustawy gospodarcze określane jako początek reformy gospodarczej państwa, w tym między innymi: wewnętrzna wymeinialność złotego, stały kurs dolara, ograniczono dotacje budżetowe, zwiększono koszty kredytu. |
| 1995 |
Rozpoczęcie trwającej dwa lata operacji denominacji złotówki w relacji 1 złoty (nowy) do 10 tysięcy złotych (starych).
Początek lat dziewięćdziesiątych charakteryzował się wysoką stopą inflacji. W niektórych latach złotówka traciła na wartości po kilkadziesiąt procent miesięcznie. W rezultacie w obiegu pojawiały się coraz wyższe nominały oraz rosły ceny, do których stopniowo dopisywano kolejne zera.
Skarb Państwa coraz dotkliwiej odczuwał koszt produkcji i przechowywania nowych banknotów. Narodowy Bank Polski zaczął więc przygotowania do denominacji złotówki. Ostateczną decyzję podjął Sejm 7 lipca 1994 roku, przyjmując ustawę o denominacji złotego.
Narodowy Bank Polski rozpoczął operację 1 stycznia 1995 roku. Tego dnia wprowadzono do obiegu nowego złotego, wartego 10 tys. starych. Funkcjonujące do tej pory nominały zostały zastąpione przez pięć nowych. W obiegu pojawiły się wydrukowane w Anglii i zabezpieczone przed fałszerstwem banknoty dziesięcio-, dwudziesto-, pięćdziesięcio-, stu- i dwustuzłotowe. Stare i nowe pieniądze funkcjonowały w obiegu równolegle przez dwa lata. Wycofane banknoty można wymieniać w wyznaczonych placówkach bankowych do końca 2010 roku. Koszty całej operacji oszacowano na 3 biliony starych złotych.
Z mgr. Bartoszem Stefańczykiem rozmawia Adam Tycner
Co to jest denominacja i po co się ją przeprowadza?
Denominacja jest to reforma pieniężna, która polega na anulowaniu dotychczasowej jednostki pieniężnej i ustaleniu nowej, która ma większą siłę nabywczą, co oznacza, że za jedną nową jednostkę można kupić więcej niż za starą. Stare jednostki są przeliczane na nowe według określonej proporcji, nazywanej stopą denominacji.
Denominacja może być ekwiwalentna lub nieekwiwalentna. Ekwiwalentna denominacja oznacza, że poziom zasobów i dochodów pozostaje w takiej samej proporcji do poziomu cen przed denominacją i po niej. W denominacji nieekwiwalentnej poziom dochodów zmienia się w sposób nieproporcjonalny do poziomu cen, co może spowodować ogromne straty oszczędności i dochodów ludności. Taka właśnie była denominacja przeprowadzona w Polsce w październiku 1950 roku. Denominację wprowadza się w gospodarkach, w których przez dłuższy czas utrzymuje się wysoka inflacja. Dzięki denominacji łatwiej jest obliczać ceny, pieniądz zwiększa swoją siłę nabywczą oraz staje się prawdziwym miernikiem wartości towarów. Denominacja jednak może być z powodzeniem przeprowadzona jedynie po uprzednim zreformowaniu gospodarki.
Dlaczego w Polsce przeprowadzono denominację?
O denominacji myślano już od dawna, chociaż było to oczywiście ściśle tajne, aby nie niepokoić czy raczej nie denerwować społeczeństwa. Pierwsze projekty opracowano w Narodowym Banku Polskim już w roku 1969, przede wszystkim ze względu na złe funkcjonowanie obiegu gotówki. Potem zajmowano się tym problemem w latach osiemdziesiątych, ale tym razem już ze względu na stale rosnącą inflację. Najbardziej ceny wzrosły w latach osiemdziesiątych, na przykład w 1982 roku wzrosły o 100,8% w stosunku do roku poprzedniego, w 1987 o 25,2%, rok później o 60,2%, zaś w 1989 roku aż o 250,1%. Najwyższą inflację zanotowano w roku 1990, kiedy to ceny wzrosły o ponad 585% w stosunku do roku poprzedniego. To właśnie ogromna inflacja przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych stała się głównym powodem rozpoczęcia prac nad denominacją w NBP. Wymiana pieniędzy była niezbędna, gdyż złotówka wciąż traciła siłę nabywczą. Trudno było przeliczać pieniądze, gdy nominały sięgały milionów złotych. Ponadto tak wysokie ceny praktycznie wyeliminowały z obiegu monety.
Jak długo trwały przygotowania do denominacji?
Już w 1989 roku gotowa była ogólna koncepcja oraz ważniejsze ustalenia dotyczące denominacji. Jednak dopiero 17 lipca 1990, na konferencji prasowej, prezes NBP po raz pierwszy poinformował opinię publiczną o planowanej wymianie pieniędzy. Trzeba bowiem podkreślić, iż samo przeliczenie pieniędzy polegające na obcięciu kilku zer, chociaż znakomicie ułatwia płacenie, oczywiście wcale nie jest lekarstwem na inflację. Bez koniecznych reform gospodarczych obcięte zera bardzo szybko wracają do cen, a inflacja znowu rośnie. Dlatego aby denominacja mogła się udać i na trwałe zwiększyć siłę nabywczą pieniądza, najpierw trzeba ustabilizować gospodarkę, opanować i zasadniczo zmniejszyć inflację. Dopiero na koniec, jako swoiste ukoronowanie tego procesu, można wprowadzić denominację.
Problem, przed którym stał NBP, był naprawdę fascynujący. Otóż proszę sobie wyobrazić, iż musiano podjąć decyzję o tym, jaki pieniądz wyprodukować, jakie mają być nominały, jaki ma być nakład, gdzie to zrobić. A przecież wciąż nie było wiadomo, kiedy ma się odbyć denominacja ani jaka ma być jej stopa, czyli ile starych złotówek ma przypadać na jedną nową jednostkę. Skoro wciąż nie było ustawowych regulacji, NBP musiał sam ustalić sobie wewnętrzny termin, kiedy ma być gotowy do przeprowadzenia całej operacji. Ponieważ ze względu na ówczesną inflację monety praktycznie już nie były używane, Mennica Państwowa w Warszawie nie była zajęta ich bieżącą produkcją i od razu mogła zacząć pracę nad nowymi. Większy problem był z Państwową Wytwórnią Papierów Wartościowych - dzisiaj Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych, w skrócie PWPW. W czasie galopującej inflacji z trudem mogła nadążyć z bieżącą produkcją banknotów. Trzeba było wynająć firmę zagraniczną. Wynajęto niemiecką.
Mimo że odpowiednia ustawa nie została jeszcze przyjęta i nie ustalono jeszcze relacji wymiany, w 1989 roku były już gotowe ogólne założenia reformy i można było zacząć produkcję nowych pieniędzy. Tłoczenie monet w Mennicy warszawskiej rozpoczęto w grudniu 1990 i kontynuowano w latach następnych. Wystarczy zajrzeć do portfela, aby się o tym przekonać – nadal używamy bardzo wielu monet z datą 1990, 1991 itd., chociaż denominacja odbyła się w roku 1995! Dopiero w 1991 roku zdecydowano, że relacja wymienna będzie wynosić 10 000:1, co oznaczało, że już wybite monety 1 i 2 gr faktycznie będą potrzebne i nie trzeba będzie ich przetopić. Banknoty drukowano od końca 1990 do lutego 1992.
W trakcie przygotowań do operacji wymiany pieniądza zorganizowano wiele szkoleń oraz przeprowadzono kampanię informacyjną. Ponadto odpowiednio rozlokowano zasoby nowych pieniędzy, tak by banki mogły je wprowadzić do obiegu od razu 1 stycznia 1995 roku.
Dlaczego denominację przeprowadzono dopiero w 1995 roku?
Między innymi właśnie dlatego, że dopiero wtedy gospodarka była na tyle zreformowana i ustabilizowana - co między innymi oznaczało, że inflacja stała się wystarczająco niska – aby przeprowadzenie denominacji miało sens.
Z każdym rokiem wskaźniki gospodarcze systematycznie się poprawiały. O ile w 1990 roku ceny wzrosły o 585,8% w stosunku do roku wcześniejszego, to w 1991 już jedynie o 70%, zaś w kolejnych latach o 43, 35, 32 i 27,8% w 1995. Oznaczało to, że zbliżał się moment, w którym można będzie przeprowadzić denominację.
W międzyczasie pojawiły się jednak nieprzewidziane utrudnienia. Po pierwsze, okazało się, że w wyniku otwarcia gospodarki i niekontrolowanego napływu sprzętu poligraficznego zwiększyły się możliwości fałszowania banknotów. W latach 1992-1993 pojawiła się ogromna liczba fałszywych pieniędzy i w związku z tym trzeba było zmienić projekt i ulepszyć zabezpieczenia nowych banknotów. Konkurs na wykonanie tego zadania wygrała brytyjska firma Thomas De La Rue & Company, która rozpoczęła druk na początku 1994 roku. Wydrukowane już wcześniej banknoty, z wizerunkami miast polskich, wycofano. Na nowych umieszczono podobizny królów. To właśnie tych banknotów używamy teraz na co dzień. Ze względu na wspomniane fałszerstwa PWPW była zmuszona również ulepszyć zabezpieczenia wówczas produkowanych i używanych pieniędzy.
Dodatkowym utrudnieniem były zawirowania polityczne w 1993 roku, wynikające z rozwiązania sejmu przez prezydenta Lecha Wałęsę w maju tego roku. Uniemożliwiły one przyjęcie ustawy o denominacji w takim czasie, by operację tę przeprowadzić już na początku roku 1994.
Kiedy przyjęto ustawę o denominacji i jakie były jej założenia?
Ustawę uchwalono 7 lipca 1994 roku. Przede wszystkim podkreślono w niej, że denominacja będzie ekwiwalentna. W ten sposób starano się zmniejszyć obawy społeczeństwa przed wymianą pieniędzy, wciąż bowiem pamiętano reformę sprzed 45 lat, na której ludność bardzo wiele straciła. Ustalono, że Narodowy Bank Polski rozpocznie stopniową wymianę pieniędzy 1 stycznia 1995. Stare banknoty miały pozostać w obiegu jeszcze przez dwa lata. Od 1 stycznia 1997 roku jedynym prawnym środkiem płatniczym w Polsce miał być już tylko nowy złoty. Ustalono, że stare złote będzie można wymieniać w wybranych bankach do 31 grudnia 2010 roku. Na mocy ustawy wszystkie zobowiązania, należności oraz prawa majątkowe miały zostać przeliczone w relacji 10 000:1, co oznaczało, że nowa złotówka będzie stanowić równowartość dawnych 10000 złotych, a nowy grosz równy będzie starym 100 złotym.
Warto jeszcze przypomnieć zasadę zaokrąglania cen. Wprowadzono obowiązek podawania przy towarach cen w starych i w nowych złotych. Ceny w starych złotych zaokrąglano do pełnego grosza, ale tylko powyżej 50 starych złotych, czyli końcówki poniżej starych 50 złotych obcinano.
Ustalono ponadto, że dwa najwyższe nominały banknotów, 100 i 200 złotych, zostaną wprowadzone do obiegu dopiero przed końcem pierwszego półrocza 1995 roku. Chodziło przede wszystkim o uniknięcie pomylenia starych i nowych 100 czy 200 złotych – byłaby to bardzo bolesna pomyłka. Dodatkowo NBP chciał wykorzystać banknoty o nominałach 1 i 2 miliony złotych z ulepszonymi niedługo wcześniej zabezpieczeniami.
Czy denominacja się udała i jakie przyniosła korzyści?
Denominacja rzeczywiście była w pełni udana i przyniosła wymierne korzyści. Przede wszystkim wzrosła wartość złotówki, czyli jej siła nabywcza, a nowy pieniądz stał się lepszym miernikiem wartości dóbr. Ponadto po obcięciu czterech zer łatwiej dokonywać wszelkich obliczeń. Ponownie do obiegu zostały wprowadzone monety. Jest to o tyle ważne, że choć koszt produkcji monety jest wyższy od kosztu druku banknotu, to jednak monety zużywają się znacznie wolniej. Dzięki denominacji można też było wprowadzić pieniądze znacznie lepiej zabezpieczone przed fałszerstwami.
Bartosz Stefańczyk jest doktorantem w Szkole Głównej Handlowej. Pisze pracę magisterską w Instytucie Historycznym UW oraz doktorat w SGH. Interesuje się historią gospodarczą oraz numizmatyką.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1999 |
Rząd rozpoczął wdrażanie trzech reform: samorządowej, emerytalnej i służby zdrowia. |
| 2007 |
Zgodnie z decyzją Komitetu UNESCO ds. Światowego Dziedzictwa z 12 lipca 2006 roku KL Auschwitz zmienił swą oficjalną nazwę na Były Nazistowski Obóz Koncentracyjny i Zagłady Auschwitz-Birkenau. |
| 2 stycznia |
| 1957 |
Sekretariat KC PZPR podjął decyzję o utworzeniu tygodnika Polityka. |
| 3 stycznia |
| 1946 |
Ustawa KRN o nacjonalizacji przemysłu. |
| 1953 |
Zniesienie w Polsce zapotrzebowania kartkowego. |
| 4 stycznia |
| 1919 |
Zamach gen. Januszajtisa
Z dr. Błażejem Pobożym rozmawia Adam Tycner
Jak wyglądała sytuacja polityczna w Polsce na przełomie lat 1918-1919?
Sytuacja polityczna Polski wkrótce po odrodzeniu się niepodległego Państwa była bardzo skomplikowana. W Warszawie od 14 listopada faktycznie, a od 22 listopada formalnie pełnię władzy politycznej sprawował Naczelny Dowódca, a później Tymczasowy Naczelnik Państwa Józef Piłsudski. W istocie, na mocy dekretu o najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej posiadał on uprawnienia niemal dyktatorskie, w tym przede wszystkim wyłączne prawo powoływania i odwoływania politycznie przed nim odpowiedzialnych Prezydenta Ministrów (premiera) oraz ministrów.
Z poparciem Piłsudskiego od listopada 1918 roku funkcję szefa rządu pełnił Jędrzej Moraczewski. Zapleczem politycznym tego gabinetu były siły centrolewicowe. Poza układem rządzącym pozostawali narodowi demokraci, którzy ciągle wierzyli w możliwość uznania przez społeczność międzynarodową za jedyny rząd polski działającego w Paryżu Komitetu Narodowego, a następnie przerzucenie do kraju jego przywódców, na czele z Romanem Dmowskim. Z upływem kolejnych tygodni, mimo narastającego wrzenia w przyjaznej prawicy Wielkopolsce, taka koncepcja stawała się coraz mniej realna przede wszystkim ze względów logistycznych.
Dlaczego logistycznych?
Aby możliwe było choćby częściowe przejęcie odpowiedzialności za państwo, narodowi demokraci musieliby dysponować jakimś silnym argumentem wobec Tymczasowego Naczelnika Państwa, który mógłby zwyczajnie nie chcieć "podziału swojej władzy". Takim argumentem bez wątpienia mogła być Błękitna Armia gen. Józefa Hallera, którą jeszcze w październiku planowano przerzucić na ziemie polskie, a której obecność w momencie odzyskiwania niepodległości znacznie wzmocniłaby pozycję prawicy. Przemieszczenie armii przez pół Europy to jednak bardzo kosztowne wyzwanie logistyczne. O ile jeszcze w październiku operację taką, jako pośrednio wymierzoną w Niemcy, gotowi byli sfinansować Francuzi, o tyle po 11 listopada i podpisaniu rozejmu w Compiègne nie byli już do tego pomysłu pozytywnie nastawieni. Bez armii Hallera natomiast powrót Dmowskiego i próba przejęcia lub choćby współuczestniczenia we władzy narodowych demokratów była całkowicie nierealna.
A zatem jedyną szansą prawicy na przejęcie władzy mógł być zamach stanu i zbrojne obalenie rządu i Naczelnika? Czy tak właśnie należy patrzeć na wydarzenia w nocy z 4 na 5 stycznia 1919 roku?
I tak, i nie. Wielu badaczy na te wydarzenia patrzy właśnie tak. Przypomnijmy tylko, że w nocy z 4 na 5 stycznia 1919 roku grupa wojskowych pod dowództwem gen. Mariana Januszajtisa uwięziła premiera Moraczewskiego oraz ministrów Stanisława Thugutta i Leona Wasilewskiego. Pod względem politycznym zamach koordynował konserwatysta książę Eustachy Sapieha. Po chwilowym sukcesie szybko przyszła porażka, która ostatecznie przyczyniła się do upadku całej inicjatywy. Niepowodzeniem zakończyła się bowiem próba opanowania armii, czemu skutecznie zapobiegł szef sztabu generalnego gen. Stanisław Szeptycki. Po odparciu zamachowców po kilku godzinach udało się odbić uwięzionych członków rządu.
Warto zaznaczyć, że cele zamachowców nie były całkiem sprecyzowane. Uznaje się, iż zamierzali oni przejąć kontrolę nad Warszawą i przygotować grunt do triumfalnego powrotu do stolicy Romana Dmowskiego, który stanąłby na czele rządu. Do tego czasu funkcję tę miałby sprawować Eustachy Sapieha. Analogicznie nowym wodzem naczelnym planowano uczynić gen. Józefa Hallera, którego tymczasowo zastępowałby Januszajtis.
Według jednej z alternatywnych teorii zamachu miałby być on inspirowany przez samego Józefa Piłsudskiego. Czy takie podejście ma szanse obrony?
Mnie osobiście taka koncepcja jest bliższa. Według niej nie należy wykluczać, że to właśnie Naczelnik Państwa co najmniej zainspirował zamachowców, a przywódcy Komitetu Narodowego Polskiego nie mieli z całą awanturą nic wspólnego. Gdyby rzeczywiście za całą sprawą stali narodowi demokraci, swój atak skierowaliby raczej przeciw Piłsudskiemu. Tymczasem zamach dotknął praktycznie tylko premiera Moraczewskiego i kilku ministrów jego rządu. Ponadto, gdyby rzeczywiście Dmowski planował zbrojne przejęcie władzy, nie wysyłałby do stolicy dwa tygodnie wcześniej Stanisława Grabskiego, który wynegocjował porozumienie z Piłsudskim. Na mocy tego porozumienia Naczelnik Państwa przekazał KNP mandat do reprezentowania narodu polskiego wobec państw koalicji na zbliżającej się konferencji pokojowej. Był to ogromy sukces endeków i nie sądzę, aby już w dwa tygodnie później zamierzali doprowadzić do starcia z obozem belwederskim. Jeśli już nawet do tego zmierzali, to raczej nie poprzez bliżej nieznanych awanturników, a osobę jednego z przywódców szeroko rozumianej prawicy.
W pewnym sensie z takim właśnie działaniem mieliśmy do czynienia 2 stycznia, kiedy to do Warszawy via Paryż i Poznań przyjechał Ignacy Jan Paderewski. Oficjalnie deklarował on chęć doprowadzenia do pojednania narodowego, nieoficjalnie wspominał jednak o „zatrzymaniu Piłsudskiego na drodze do bolszewizmu”. Jego triumfalny przyjazd do stolicy musiał zmartwić Tymczasowego Naczelnika, tym bardziej że nazajutrz, 3 stycznia 1919 roku, w ogarniętej powstaniem Wielkopolsce Naczelna Rada Ludowa ogłosiła projekt utworzenia Naczelnej Rady Narodu Polskiego, która miałaby się zebrać w Warszawie i powołać do życia koalicyjny gabinet, co de facto oznaczało zakwestionowanie pozycji Naczelnika.
Podsumowując, z punktu widzenia Piłsudskiego sytuacja wyglądała następująco: do Warszawy przyjechał niezwykle popularny Paderewski, stanowiący bezpośrednie zagrożenie dla pozycji Naczelnika. Na czele rządu stał z kolei mało popularny już wówczas Jędrzej Moraczewski, zaciekle atakowany przez całą prawą stronę sceny politycznej, a i przez Piłsudskiego już raczej tylko tolerowany niż jednoznacznie wspierany. Do tego zbliżały się wyboru do Sejmu Ustawodawczego, które według prognoz miała wygrać sprawująca władzę lewica, co z kolei mogło wywołać dalszą polaryzację na scenie politycznej, a kto wie, czy nie wojnę domową między Poznaniem a Warszawą.
Dla Piłsudskiego zamach był więc idealnym, a przy tym bardzo szybkim rozwiązaniem wszystkich problemów. Dzięki niemu zyskał idealny pretekst do zdymisjonowania niepopularnego rządu Moraczewskiego, wzmacniając swoją pozycję w hierarchii władz. Jednocześnie podporządkował sobie głównego politycznego przeciwnika – Paderewskiego, powierzając mu trudną funkcję prezydenta ministrów. Funkcji tej nie mógł przecież nie przyjąć, a przyjęcie jej z rąk Naczelnika oznaczało uznanie jego zwierzchności i legalności. Wreszcie ostatni aspekt – wybory. Objęcie rządów przez prawicę na dziesięć dni przed wyborami znacząco osłabiło pozycję ugrupowań lewicowych, które ostatecznie musiały uznać swą porażkę i ogromny sukces Związku Ludowo-Narodowego, czyli zjednoczonych chadeków, endeków i konserwatystów. Jeden zamach pozwolił Piłsudskiemu na dokonanie kilku sprawnych chirurgicznych posunięć na scenie politycznej i w rzeczywistości wzmocnił jego pozycję, mimo iż oficjalnie skierowany był także przeciw niemu.
To tylko przypuszczenia…
I to w tych wydarzeniach jest najbardziej interesujące. Nie mamy jednoznacznych dowodów, musimy opierać się na poszlakach. Argumentów za odejściem od pierwotnych interpretacji zamachu Januszajtisa jest więcej. Oficjalna wersja mówiła o próbie zamachu prawicy, ale czy gdyby tak było, zamachowców nie powinna spotkać sprawiedliwa kara? W świetle prawa za próbę przygotowania zamachu stanu spiskowcom groziło wieloletnie więzienie. Nic jednak podobnego nie nastąpiło. Januszajtis na bardzo krótko został odsunięty z armii, a już po kilkunastu miesiącach jego wojskowa kariera powróciła na dawne tory. Jeszcze lepszym przykładem są losy Sapiehy. Już w pół roku później został posłem w Wielkiej Brytanii, a później nawet ministrem spraw zagranicznych, i to z poparciem Józefa Piłsudskiego. Tymczasem gen. Szeptycki, który rozbił zamach i ocalił legalny rząd, nie dość, że nie został za swą postawę w żaden sposób nagrodzony, to niedługo potem stał się głównym wrogiem Naczelnika Państwa, zwalczanym i poniżanym „austriackim generałem”.
A zatem czy było to wydarzenie ważne, czy tylko incydent? Inspirowane przez Piłsudskiego, czy tylko bardzo dla niego korzystne?
Nie twierdzę kategorycznie, że inspiracja dla zamachowców wyszła z Belwederu, a Józef Piłsudski podczas jednego z – nawiasem mówiąc, bardzo częstych – spotkań z Sapiehą nakłonił go do tego wystąpienia. Jeśli nawet nie zrobił tego nieświadomie lub nie uczynił tego w ogóle, należy uznać, iż sam zamach był mu bardzo pomocny. Wzmocnił bowiem pozycję Tymczasowego Naczelnika Państwa, a jednocześnie osłabił rząd Moraczewskiego, dając Piłsudskiemu idealny pretekst do jego zdymisjonowania. Pozwolił też na podporządkowanie sobie prawicy poprzez powierzenie teki premiera Paderewskiemu.
Niezależnie od tego, jakie były jego powody, zamach był jednym z bardziej interesujących i niewyjaśnionych w pełni wydarzeń związanych z odrodzeniem i odbudową niepodległego państwa polskiego. Pamiętajmy też, że nie był to jedyny i wcale nie pierwszy zamach stanu w dwudziestoleciu. W drodze zamachu stanu ugrupowań lewicowych powstał przecież Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej w Lublinie. Także prawica miała już na swoim koncie niedemokratyczne wystąpienie i tzw. groteskowy względnie papierowy zamach stanu ministra Chrzanowskiego, gdzie to za pomocą zwykłej odezwy rząd Świeżyńskiego próbował obalić Radę Regencyjną. Na najbardziej znany zamach stanu – przewrót majowy Piłsudskiego – przyszło poczekać jeszcze kilka lat, chociaż warto pamiętać, że i piłsudczycy planowali akcje zbrojnego przejęcia władzy znacznie wcześniej, bo już w 1922 roku.
Dr Błażej Poboży - pracownik Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w historii II Rzeczypospolitej. Opublikował m.in.: Ewolucja ustroju samorządu terytorialnego m. st. Warszawy w koncepcjach organizacji społeczno-politycznych oraz ustawodawstwie w latach 1989-2003; Wprowadzenie do teorii społeczeństwa obywatelskiego.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1940 |
Podpisanie polsko-francuskiej konwencji wojskowej. |
| 1945 |
Uznanie rządu tymczasowego przez ZSRR. |
| 1991 |
Sejm powołał na stanowisko premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego. W zaproponowanym przez lidera KLD składzie gabinetu przyjętym przez sejm 12 stycznia zdecydowaną większość stanowili ministrowie nie związani z żadną partią. |
| 5 stycznia |
| 1923 |
Incydent zbrojny na granicy polsko-litewskiej. |
| 1939 |
5-26 stycznia wizyta ministra spraw zagranicznych Józefa Becka w Niemczech. |
|
1942
|
Utworzenie Polskiej Partii Robotniczej. |
| 2005 |
Marszałek Sejmu, Józef Oleksy ustapił ze stanowiska, funkcję marszałka Sejm powierzył Włodzimierzowi Cimoszewiczowi. |
| 6 stycznia |
| 1940 |
Masowa egzekucja Polaków w Poznaniu. |
| 2005 |
Parlament niemal jednogłośnie powołał kolejna komisję śledczą, tym razem do spraw prywatyzacji PZU. |
| 7 stycznia |
| 1993 |
Ustawa "O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży" znacznie ograniczyła możliwości dokonywania aborcji, zezwalając na nią wyłącznie w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia matki, ciąży będącej następstwem gwałtu lub kazirodztwa, stwierdzenia na podstawie badań preznatalnych ciężkiego lub nieodwracalnego uszkodzenia płodu. |
| 2006 |
Urząd wicepremiera i ministra finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza otrzymała Zyta Gilowska. |
| 2007 |
Arcybiskup Stanisław Wielgus zrezygnował z funkcji metropolity warszawskiego. Ingres, który miał się odbyć tego dnia został odwołany. |
| 8 stycznia |
| 1947 |
Premiera „Zakazanych piosenek“ – pierwszego polskiego filmu powojennego
Zakazane piosenki początkowo stanowić miały jedynie antologię patriotycznych i satyrycznych piosenek okupacyjnych, które podtrzymywały na duchu ludność Warszawy w czasie II wojny światowej. W trakcie realizacji zdecydowano się jednak na wprowadzenie fabuły i postaci. W ten sposób powstał pierwszy polski powojenny film fabularny. Jego akcja rozgrywa się od września 1939 do stycznia 1945 roku. Narratorem jest muzyk Roman Tokarski (Jerzy Duszyński), który grając na fortepianie opowiada okupacyjne dzieje miasta oraz swej rodziny i przyjaciół.
Słucha go młody człowiek, który wrócił z Anglii, walczył na zachodnim froncie i wątpi w niebezpieczeństwa czyhające na ludność Warszawy w czasie wojny. Film wyreżyserowany przez Leonarda Buczkowskiego miał premierę 8 stycznia 1947 roku w warszawskim kinie Palladium. Bardzo szybko zdobył ogromną popularność, odtwórców pierwszoplanowych ról – Jerzego Duszyńskiego i Danutę Szaflarską – uczynił najsławniejszą parą aktorską lat czterdziestych. Wkrótce po premierze film zdjęto jednak z afisza i dokonano przeróbek, m.in. w celu podkreślenia wysiłku wojennego Armii Czerwonej. Zakazane piosenki powróciły na ekrany 2 listopada 1948 roku.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1951 |
Upaństwowienie aptek. |
| 1967 |
Śmierć Zbigniewa Cybulskiego (wywiad)
Mroźnym rankiem 8 stycznia 1967 r. aktor Zbigniew Cybulski wbiegł w pośpiechu na peron trzeci dworca we Wrocławiu. Wracał do Warszawy z planu filmu Aleksandra Ścibora-Rylskiego Morderca zostawia ślad na próbę spektaklu Teatru Telewizji. Ekspres "Odra" właśnie ruszał i aktor próbując w biegu wskoczyć do odjeżdżającego pociągu, wpadł pod jego koła. Ciężko rannego odwieziono do Szpitala im. Rydygiera, gdzie zmarł kilkanaście minut po przyjeździe. Pochowano go w Katowicach.
Urodzony w 1927 r. w Kniażach, studiował w Krakowie dziennikarstwo, a potem aktorstwo. W 1954 r. założył w Gdańsku razem z aktorem Bogumiłem Kobielą teatr studencki Bim-Bom. Potem grał w warszawskim teatrze Ateneum. W filmie zadebiutował w 1954 r. w Pokoleniu Andrzeja Wajdy, gdzie zagrał epizodyczną rolę Kostka. Potem przyszły kolejne role aktora nazywanego „polskim Jamesem Deanem”, w tym najbardziej znana – Maćka Chełmickiego w Popiele i diamencie.
Tragiczna śmierć Cybulskiego wstrząsnęła środowiskiem filmowym. Pisarz i reżyser Tadeusz Konwicki tak pisał w tygodniku "Film" o zmarłym aktorze tuż po jego śmierci: „Wydaje mi się, a nawet jestem tego pewny, że teraz właśnie Zbyszek Cybulski rozpoczyna swój nowy żywot, długie istnienie w pamięci ludzkiej, w tęsknocie człowieczej, w legendzie. I nie wiem dlaczego teraz właśnie przypominam sobie ostatnie ujęcia z naszego wspólnego filmu, z «Salta», kiedy Zbyszek na początku zimy, w smutnym, równinnym krajobrazie, wskakuje do pędzącego pociągu, który odjeżdża w nieznane, nieodgadnione”.
Z prof. Janem Ciechowiczem
rozmawia Adam Tycner
Do Zbigniewa Cybulskiego przylgnęło miano polskiego Jamesa Deana, młodszemu pokoleniu niewiele to mówi. Co to dziś oznacza?
Kiedy mówimy o polskim Jamesie Deanie, mamy na myśli buntownika, aktora niepokornego, ale w dwóch aspektach. W pierwszym - aktora, który kreuje postacie ludzi zbuntowanych o ewidentnie romantycznym temperamencie, którzy nie godzą się na świat, na jego parszywość. W drugim aspekcie Cybulski jest polskim Jamesem Deanem dlatego, że i w teatrze, i w filmie – może w filmie nade wszystko – bywał nieobliczalny. Stosował sposoby grania, które przyprawiały o palpitację serca jego partnerów, a które były przy tym zawsze oryginalne, niepowtarzalne. O ile w kinie było to jeszcze do przyjęcia, o tyle w teatrze – w żadnym razie. Jego role teatralne są też znacznie mniej znane, a zagrał ich przecież jedenaście, z czego osiem u nas, w Teatrze Wybrzeże.
Nie umiał na przykład powtórzyć wyuczonego poprzedniego dnia tekstu. Nazajutrz grał to samo, ale w inny sposób. Zresztą Zbigniew Cybulski, podobnie jak James Dean, najchętniej mówiłby swoim własnym tekstem. W 1960 r. autor Niemców, Leon Kruczkowski, przyjechał do Gdańska, żeby zobaczyć prezentację swojej sztuki Pierwszy dzień wolności z Cybulskim w roli Jana i nie mógł rozpoznać własnego tekstu! Kreacja Cybulskiego musiała być jednak wybitna, bo Kruczkowski zdecydował, że na Festiwal Teatru Narodów do Paryża pojedzie właśnie ta „wybrzeżowa” wersją sztuki, w reżyserii Zygmunta Hübnera i Andrzeja Wajdy, a nie warszawska, w której Jana grał Tadeusz Łomnicki. Trzeba tu zaznaczyć, że do śmierci Cybulskiego trwała swoista rywalizacja tych dwóch aktorów. Łomnicki tę samą rolę grał zawsze tak samo, był skończonym profesjonalistą, Cybulski był nieobliczalny, jego kreacje były jednorazowe, niepowtarzalne. Byli jak ogień i woda.
Co zdecydowało o tym, że Cybulski stał się ikoną kultury masowej? Czy największe znaczenie miały jego umiejętności i talent, czy też niekonwencjonalny styl życia?
I jedno, i drugie. Właściwie nie wiem, czy to jest dobre określenie, że był ikoną. Wielu aktorów traktowało go jako kogoś wyjątkowego i jedynego w swoim rodzaju; dla innych był irytujący i nie do zniesienia. Na przykład Jan Kreczmar, który był wówczas rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie – późniejszej Akademii Teatralnej – i zarazem dobrym aktorem, uważał, że Cybulski to właściwie amator, skoro nie potrafi powtórzyć tekstu, którego nauczył się dzień wcześniej.
Myślę, że był traktowany trochę jak dziecko we mgle, jak człowiek, który sobie z rzeczywistością nie całkiem radzi i tego nie ukrywa.
Cybulski na początku grywał małe role u Lidii Zamkow. To nie było nic specjalnie ważnego. Potem wraz z Bogumiłem Kobielą założyli Bim-Bom – najsłynniejszy, obok warszawskiego STS, czyli Studenckiego Teatru Satyryków, teatrzyk studencki tego okresu. Wystawili tylko cztery spektakle. Dwa z nich były znakomite. Jednym z tych dwóch była Radość poważna. Cybulski z Kobielą w nim nie grali. W teatrzyku występowali studenci z teatru przy Politechnice, trochę ludzi z Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych z Sopotu, Jacek Fedorowicz, a Kobiela i Cybulski mieli cenzus aktorów zawodowych. Tylko gdy Bim-Bom występował za granicą – w Paryżu, Moskwie – wchodzili na scenę, ale poza tym nie mieli w zwyczaju tego robić. Oni obmyślali, animowali. Żona Cybulskiego, Maria Chwalibóg, napisała potem: „najszczęśliwsi byliśmy na Wybrzeżu”. On tutaj był cały czas jeszcze taki erupcyjny, tryskała z niego młodość. Z chwilą, kiedy zaczynał się starzeć, uciekł od świata. To co go charakteryzowało to właśnie ta niepowtarzalność zadziwienia światem, które w sobie nosił.
W 1953 roku na Wybrzeże przyjechał prawie cały rocznik studia aktorskiego z Krakowa. Kiedy zobaczył ich Zygmunt Hübner, którego imię nosi dziś Teatr Powszechny w Warszawie, powiedział: „Chcę mieć koniecznie Cybulskiego na etacie w Teatrze Wybrzeże”. Cybulski postawił swoje warunki. Chciał grać, a nie być aktorem rezerwowym. To wówczas naprawdę zadebiutował – Kapeluszem pełnym deszczu Michaela Gazzo. Sztuka ta była nota bene pierwszą teatralną próbą Wajdy. Cybulski grał Johnny’ego Pope’a. To była pierwsza w Polsce rola narkomana. Był wtedy rok 1959.
Wielu traktowało Kapelusz pełen deszczu jako teatralne przedłużenie Popiołu i diamentu. Film powstał w 1958 roku, a inscenizacja rok później. Podczas objazdu po Polsce wystawili sztukę bodajże 24 razy, m.in. w Warszawie, Łodzi, Katowicach. A ludzie tłumnie przychodzili ją oglądać właśnie z powodu Cybulskiego. Chcieli go zobaczyć na żywo, traktując rolę Johnny’ego Pope’a trochę jak takiego Jamesa Deana, Maćka Chełmickiego, ale tym razem w wersji teatralnej. On tam robił rzeczy przedziwne.
Andrzej Wajda napisał o tym do książki Zbigniew Cybulski – aktor XX wieku pod redakcją Tadeusza Szczepańskiego i moją. Napisał dla nas świetny esej, jednak był on tylko pochodną tego, co chcieliśmy drukować. Zależało nam na tym, co Wajda mówił o Cybulskim na dwu- czy trzydniowym pokazie filmów w Dyskusyjnym Klubie Filmowym w Rybniku. Poprosił organizatorów tego cyklu projekcji o Cybulskim, żeby ustawili przed ekranem dwa oddalone od siebie mikrofony. Do jednego mikrofonu mówił o aktorze na "tak", a do drugiego – na "nie". Myśmy ten stenogram zdobyli, spisaliśmy to i posłaliśmy do autoryzacji z prośbą o zgodę na druk. Jak Andrzej Wajda to przeczytał, to powiedział: „Mowy nie ma, panowie. Ja bym tak na pewno dzisiaj nie powiedział. Mówiłem za ostro, szczególnie gdy mówiłem na »nie«, i ja wam po prostu napiszę nowy esej”.
Wajda mówił wtedy, że nie wierzył, że Cybulski opanuje rolę Hamleta. Hamlet był drugą inscenizacją teatralną w jego reżyserii. Na początku główną rolę miał zagrać właśnie Cybulski. Tylko jakim cudem Zbyszek miał się nagle nauczyć niewyobrażalnie trudnego, wielkiego tekstu? Kiedy pytałem Wajdę, czy zmieniłby tamtą decyzję, powiedział: „Tak. Gdybym dzisiaj miał tamtego Cybulskiego i moją dzisiejszą świadomość, to okroiłbym Hamleta do trzech stronic, ale zagrałby go Cybulski”.
Cybulski najbardziej kojarzy się z rolą Maćka Chełmickiego w "Popiele i diamencie" Andrzeja Wajdy. Czy była to jego najwybitniejsza rola? O których innych należałoby pamiętać?
Rola Maćka Chełmickiego jest na pewno najsłynniejsza i najlepsza. Przede wszystkim dlatego, że sam film jest jednym z najlepszych filmów tak zwanej „szkoły polskiej”. Mamy więc wybitną kreację Zbigniewa Cybulskiego jako Maćka Chełmickiego i znakomity film Andrzeja Wajdy, który chyba wciąż uważa, że to jest najlepsze jego dzieło. To była także wielka odwaga ze strony Jerzego Andrzejewskiego, żeby w październiku 1956 napisać na nowo Popiół i diament. W pierwotnej wersji, która została wydrukowana w „Odrodzeniu” przez Karola Kuryluka (ówczesnego redaktora naczelnego, potem ministra kultury i sztuki - przyp. red.), tytuł brzmiał Zaraz po wojnie. To ponowne zredagowanie tekstu na potrzeby scenariusza filmowego, a potem współpraca z Wajdą sprawiły, że nagle ten Popiół i diament stał się opowieścią nie tylko o akowcach, ale również o polskim październiku.
Trudno oceniać jego kreacje teatralne, bo teatr jest jednak sztuką jednego wieczoru. Na pewno rola Johnny’ego Pope’a w Kapeluszu pełnym deszczu, a także rola w sztuce Dwoje na huśtawce, również w reżyserii Wajdy, były fascynujące. Inne jego ważne role to: rola w wyreżyserowanym przez Jörna Donnera filmie Kochać z Harriet Andersson u boku i rola Alfonsa van Wordena, którą zagrał u Wojciecha Jerzego Hasa w Rękopisie znalezionym w Saragossie. Jednak żadna z nich nie ma siły mitotwórczej. Dlatego rola Maćka, takiego polskiego Jamesa Deana, pozostawia wszystkie inne w cieniu, i to właśnie przez jej pryzmat odczytuje się wszystko, co potem zrobił Cybulski. A przecież im dłużej żył, tym mniej grał.
Umarł mając 40 lat. Dla nas z Teatru Wybrzeże to była przedziwna śmierć. Był 8 stycznia 1967 roku, a do wypadku doszło we Wrocławiu. 7 stycznia otwieraliśmy nowy gmach Teatru. Wystawialiśmy Zmierzch demonów Brandstaettera. Aktorzy jeszcze nie ostygli po popremierowej biesiadzie, gdy rano nadeszła wiadomość, że Zbigniew Cybulski, najlepszy, a na pewno najsławniejszy aktor w historii Teatru Wybrzeże, nie żyje. To było porażające.
Czy w dzisiejszym świecie mógłby zaistnieć jakiś współczesny Zbigniew Cybulski, ewentualnie współczesny James Dean, czy też trafili oni na swoją wyjątkową i niepowtarzalną epokę?
Pytanie jest świetne, ale w zasadzie retoryczne. Każda epoka ma swego buntownika. Można przytaczać tu różne nazwiska jak choćby Daniela Olbrychskiego czy Bogusława Lindy. Myślę jednak, że Cybulski był nie do podrobienia. Jego śmierć, ta śmierć, którą on w dużym stopniu prowokował, również jest elementem tej jego „wielkości”. Cybulski nie był wtedy trzeźwy, sporo wypił. Pojechał ostatnim pociągiem, jakim mógł jechać, tuż nad ranem. Ten skok z peronu do pociągu okazał się fatalny. Wciąż odkładał tę podróż do Warszawy – „poczekajmy jeszcze trochę”. Wiem od ludzi, którzy byli z nim blisko, że Zbyszek miał takie dziwne przekonanie, że jeszcze coś może się stać. „Nie wychodźmy z tej knajpy! Nie wychodźmy z tej biesiady! Nie kończmy tej rozmowy, bo coś niesłychanie ważnego się zdarzy, a mnie tu nie będzie”. Żył łapczywie. Nie był amantem. Kiedy mówił, był czarujący, urzekający, magnetyczny. Wiecznie się spóźniał. Koledzy, którzy szli w kondukcie, gdy już się skończył pogrzeb, w Katowicach, zostawili mu na grobie budzik, żeby tym razem się nie spóźnił. Podobno wjechał kiedyś do teatru na motocyklu w trakcie przedstawienia. Spóźnił się na spektakl Kapelusza pełnego deszczu, sztuka się już zaczęła, a on wszedł od widowni. Wszedł w kasku, rozgrzany i ludzie ani przez moment nie myśleli, że powinno być inaczej. Z tego, co było materią jego życia, uczynił nagle świetny, autentyczny, nie do podrobienia pełen odwagi przekaz.
Kiedyś w Krakowie Zbyszek pomylił się na scenie. W teatrze był komplet publiczności – tysiąc ludzi po stronie rampy. A on potrafił powiedzieć: „Proszę państwa, bardzo przepraszam, ale chyba źle zacząłem”. I zaczął jeszcze raz.
On miał w sobie prawdę i był autentyczny. Nie był przy tym zgrywusem, tylko facetem, który wierzy, że może przekazać ludziom coś wyjątkowego.
Czy dostrzega pan kogoś w młodszym pokoleniu aktorów, kto mógłby przejąć po nim schedę? Kogoś, kto by się w ten sam sposób wyróżniał?
Bogusław Linda jest chyba ostatnim, który miał w sobie taką temperaturę. Na starość troszkę już dojrzał.
Wśród młodszego pokolenia nie widzę nikogo, kto by miał w sobie taką odwagę buntu, gest sprzeciwu. To pewnie też kwestia czasu, w którym przyszło im żyć. Postawa Cybulskiego wynikała z romantycznego rodowodu. On był, na swój sposób, ucieleśnieniem romantycznych wartości. Wszystko jedno w jakich rolach, bardzo niebezpieczny, bo nieobliczalny i taki bez reszty prawdziwy.
Prof. Jan Ciechowicz – teatrolog, kierownik Zakładu Dramatu, Teatru i Filmu w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego, członek Komitetu Nauk o Sztuce PAN, opracował m.in.: Zbigniew Cybulski – aktor XX wieku (1997); Dramat polski. Interpretacje (2001)
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1998 |
Sejm ratyfikował umowę konkordatową z Watykanem. |
| 9 stycznia |
| 1944 |
Utworzenie Rady Jedności Narodowej (Kazimierz Pużak). |
| 2004 |
Dowódcą jednostki specjalnej "GROM" został pułkownik Tadeusz Sopierzański, zastąpił on na tym stanowisku pułkownika Romana Polko. |
| 10 stycznia |
| 1978 |
Powołanie Towarzystwa Kursów Naukowych
Tego dnia grupa 58 naukowców i artystów powołała do życia Towarzystwo Kursów Naukowych, które objęło patronat nad programem edukacyjnym działającego od listopada 1977 r. Uniwersytetu Latającego. W założeniu miało być ono poszerzeniem aktywności KOR w sferę pozapolityczną. Przewodniczącym Rady Programowej Towarzystwa Kursów Naukowych został prof. Jan Kielanowski, a jej sekretarzem Andrzej Celiński. Pomysłodawcą nazwy był Edward Lipiński. Obie nawiązywały do tradycji tajnego nauczania w okresie zaborów.
Wykłady i seminaria z historii, socjologii, ekonomii czy literaturoznawstwa odbywały się w kościołach i prywatnych domach w Warszawie, Poznaniu, Krakowie i we Wrocławiu. Od początku ostoją TKN był kościół św. Marcina na warszawskim Starym Mieście. Wśród wykładowców znaleźli się: Stanisław Barańczak, Władysław Bartoszewski, Marian Brandys, Andrzej Celiński, Maria Janion, Tadeusz Konwicki, Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski, Adam Michnik, Halina Mikołajska, Barbara Skarga, Jan Józef Szczepański, Wiktor Woroszylski, Adam Zagajewski. Informacje o spotkaniach były rozpowszechniane na uczelniach za pomocą ulotek.
TKN stworzyło Kasę Pomocy Naukowej przyznającą stypendia, a także prowadziło wymykającą się cenzurze działalność wydawniczą.
Spotkaniami bardzo szybko zainteresowała się Służba Bezpieczeństwa, co zaowocowało brutalnymi napadami na członków Towarzystwa i nalotami na miejsca wykładów (m.in. na dom Jacka Kuronia na warszawskim Żoliborzu). TKN zakończyło swoją działalność wraz z wprowadzeniem stanu wojennego.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1999 |
10-11 stycznia - prezydent Kwasniewski przebywał z oficjalną wizyta w Izraelu. Podczas jej trwania rozmawiał z prezydentem Weigmanem oraz premierem Natanjahu o sprawach pokoju na Bliskim Wschodzie, a także na temat dwustronnej współpracy między Polską, a Izraelem. Został również przyjęty przez przywódcę Autonomii Palestyńskiej, Jasira Arafata. |
| 2007 |
Leszek Balcerowicz zakończył 6-letnią kadencję prezesa Narodowego Banku Polskiego. |
| 11 stycznia |
| 1924 |
Ustawa o naprawie skarbu i reformie waluty. |
| 2001 |
Sejm RP uchwalił ustawę reprywatyzacyjną; główne założenie ustawy to zwrot byłym właścicielom mienia znacjonalizowanego w wyniku przejęcia władzy w 1945 roku przez rządy komunistyczne. Zwrot mienia w naturze może być niejednokrotnie bardzo skomplikowany z powodu znacznego upływu lat, dlatego Sejm przyjął oszacowaną wartość mienia na 50%. |
| 12 stycznia |
| 1926 |
Utworzenie Stronnictwa Chłopskiego przez część dotychczasowych działaczy PSL Wyzwolenie. |
| 1945 |
Rozpoczęcie przez Armię Czerwoną i wojska polskie ofensywy zimowej. |
| 1993 |
We Francji zmarł Józef Czapski, wybitny malarz i eseista. |
| 13 stycznia |
| 1932 |
Posłowie PPS i PSL skazani w tzw. procesie brzeskim
Wybory z marca 1928 roku przyniosły sukces wspierającemu marszałka Piłsudskiego Bezpartyjnemu Blokowi Współpracy z Rządem, który uzyskał w sejmie względną większość. Jednocześnie jednak pozostałe partie stanowiły skuteczną siłę mogącą zablokować działania rządu. Stopniowa konsolidacja opozycji i powstanie Centrolewu prowadziło do kolejnych zmian gabinetów. Nasilała się walka pomiędzy sejmem a marszałkiem Piłsudskim. Równocześnie pogarszała się sytuacja gospodarcza kraju.
W sierpniu 1930 roku na czele rządu stanął sam marszałek. 29 sierpnia prezydent Mościcki rozwiązał sejm na długo przed upływem jego kadencji, a we wrześniu Piłsudski zapowiedział rozprawę z opozycją. Przeciwnicy marszałka zjednoczyli się, tworząc Związek Obrony Prawa i Wolności Ludu. Zwolennicy Piłsudskiego przeszli do ofensywy. Przed zapowiedzianymi manifestacjami poparcia na rzecz bloku, w nocy z 9 na 10 września aresztowano pod zarzutem wywoływania zamieszek 19 byłych posłów. Zatrzymań dokonano bez nakazu sądowego, a jedynie z polecenia szefa MSW, co było pogwałceniem prawa.
Aresztowanych umieszczono w twierdzy w Brześciu nad Bugiem, gdzie dopuszczono się wobec nich wielu aktów przemocy. W kolejnych tygodniach nastąpiły dalsze zatrzymania. Osłabiona opozycja poniosła w wyborach klęskę, a BBWR uzyskał bezwzględną większość mandatów. Proces 11 spośród aresztowanych opozycjonistów rozpoczął się 26 października 1931 roku. Oskarżano ich o przygotowywanie zamachu w celu obalenia rządu. 13 stycznia 1932 zapadł wyrok. Dziesięciu opozycjonistów skazano na więzienie. Sąd Najwyższy zatwierdził wyrok w październiku 1933 roku.
Część ze skazanych postanowiła odsiedzieć wyroki (m.in. Adam Ciołkosz), pięciu udało się na emigrację (m.in. Wincenty Witos i Adam Pragier do Czechosłowacji, Kazimierz Bagiński do Francji). Na mocy dekretu prezydenta Władysława Raczkiewicza z 31 października 1939 więźniów objęto amnestią.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1946 |
13-14 stycznia - I obrady V Kongresu PSL (Mikołajczykowskiego) |
| 14 stycznia |
| 1993 |
W okolicach Rugii na Morzu Bałtyckim zatonął polski prom kolejowo-samochodowy "Jan Heweliusz" relacji Świnoujście-Ystad. W katastrofie zginęły 54 osoby.
 Prom kolejowo-samochodowy „Jan Heweliusz” został zbudowany w 1977 roku w stoczni Trosvik w Norwegii. Statek podczas eksploatacji uległ wielu wypadkom – ulegał przechyłowi na morzu, zderzał z kutrami rybackimi, miał awarię silnika oraz wybuchł na nim pożar. Tuż przed feralnym wyjściem w morze został przetrzymany w Świnoujściu z powodu nieszczelności furty rufowej.
14 stycznia 1993 roku na morzu panowały fatalne warunki atmosferyczne. Szalał sztorm, a prędkość wiatru dochodziła do 140 km/h. Mimo to prom wyszedł w morze. Na pokładzie znajdowały się 64 osoby – członkowie załogi oraz kierowcy przewożonych ciężarówek. 14 stycznia około godz. 3 zaczął wiać wiatr o niespotykanej sile 160 km/h. Prędkości tej nie przewiduje używana do pomiaru siły wiatru skala Beauforta. Kapitan chcąc ratować nieradzący sobie z ekstremalną pogodą statek usiłował ustawić go do kierunku wiatru. Podczas tego manewru prom przeszedł przez linię wiatru. W tym momencie huragan uderzył na prawą burtę, powodując gwałtowny przechył. Mocowania ładunku puściły i samochody zaczęły się przesuwać, destabilizując jednostkę. Kapitan nadał sygnał "Mayday" i zarządził ewakuację. O 5:12 prom przewrócił się stępką do góry. Wielu pasażerów zostało zaskoczonych we śnie. W katastrofie zginęło 55 osób – 20 marynarzy (wśród nich kapitan) oraz 35 kierowców. Izba Morska w Gdyni za przyczynę katastrofy uznała zły stan techniczny statku oraz – wzbudzając tym kontrowersje – błędy kapitana.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1999 |
Zmarł Jerzy Grotowski, reżyser teatralny. |
| 15 stycznia |
| 1945 |
Wyzwolenie Kielc. |
| 1969 |
Zapadły wyroki na przywódców protestu z marca 1968 roku. Jacek Kuroń i Karol Modzelewski zostali skazani na 3,5 roku więzienia. |
| 16 stycznia |
| 1919 |
Utworzenie rządu Ignacego Paderewskiego. |
| 1937 |
Decyzja Stronnictwa Ludowego o ogłoszeniu strajku chłopskiego
Tego dnia obradujący w Warszawie Nadzwyczajny Kongres Stronnictwa Ludowego upoważnił Naczelny Komitet Wykonawczy SL do organizacji masowych strajków chłopskich na terenie całego kraju w przypadku niespełnienia przez rząd postulatów: amnestii dla polityków skazanych w procesie brzeskim (1931-1932) oraz zmiany konstytucji i ordynacji wyborczej do sejmu i senatu. Przygotowaniami miał kierować Stanisław Mikołajczyk jako wiceprezes SL.
Chociaż strajk miał mieć zdecydowanie charakter polityczny, to na szeroki oddźwięk akcji nakłaniającej chłopów do wzięcia udziału w strajku bez wątpienia miało wpływ również położenie wsi po kryzysie gospodarczym 1929-1935, a także sytuacja w kraju po zajściach w Racławicach w kwietniu 1937, kiedy to policja zaatakowała kilkutysięczny tłum uczestników obchodów rocznicy bitwy z 1774 roku, którzy zebrali się pomimo zakazu ministra spraw wewnętrznych gen. Felicjana Sławoja Składkowskiego.
Strajk 16-25 sierpnia 1937 roku polegał na zawieszeniu handlu towarami rolnymi przez chłopów. Organizowano wiece, blokowano drogi i próby dostaw żywności do miast. Do strajku przystąpiło dziesięć województw. Wyłączone z niego pozostały Pomorze, Śląsk i Kresy Wschodnie. Ignorowany początkowo przez władze, przyciągnął komunistów i robotników folwarcznych. Najgwałtowniejszy przebieg miał w Małopolsce, gdzie w wyniku starć z policją zginęło 46 osób. Pomimo wielu ofiar i represji kierownictwo SL na zjeździe w 1938 roku podjęło decyzję o organizacji kolejnego strajku, którego jednak już nie przeprowadziło.
Po pacyfikacji strajku, który nie przyniósł poprawy sytuacji, ale zwrócił uwagę na problemy polskiej wsi i umocnił pozycję SL na arenie politycznej.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1961 |
Z Quebecu do Gdyni przewieziono skarby kultury polskiej, pochodzące ze zbiorów wawelskich oraz zamku w Kórniku. |
|
1989
|
16-18 stycznia - na X Plenum KC PZPR po burzliwej dyskusji przyjęto uchwałę stwierdzającą, że KC opowiada się za rozmowami "okrągłego stołu" i zniesieniem ograniczeń w tworzeniu niezależnych związków zawodowych. |
| 2002 |
16-17 stycznia - w Polsce po raz pierwszy od chwili objęcia funkcji głowy państwa przebywał prezydent Federacji Rosyjskiej, Władimir putin. Podczas psotkania z prezydentem Polski omawiano stosunki gospodarcze i polityczne na liniii Warszawa - Moskwa. Prezydent Rosji Wygłosił przemówienie w gmachu Sejmu, zwiedził Warszawę i Poznań. |
| 17 stycznia |
| 1945 |
Wyzwolenie Warszawy. |
| 18 stycznia |
| 1940 |
Zmarł Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Poeta Kazimierz Przerwa-Tetmajer umarł samotnie w Szpitalu Dzieciątka Jezus na warszawskiej Pradze. Kiedy wybuchła wojna, został wyrzucony z Hotelu Europejskiego przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie utrzymywał się dzięki pomocy społecznej. Na kilka lat przed śmiercią zaczął tracić wzrok, a nasilająca się po samobójstwie jego syna choroba psychiczna (której przyczyną była prawdopodobnie nieleczona choroba weneryczna) spowodowała, że przestał pisać i – jak napisał Tadeusz Boy-Żeleński w pośmiertnym wspomnieniu o poecie – „oddzieliła go od ludzi zasłoną prześladowczych urojeń”. Pochowany początkowo w katakumbach na cmentarzu Powązkowskim, obecnie spoczywa na zakopiańskim Cmentarzu Zasłużonych.
Tetmajer szybko zyskał sławę, która jednak trwała dość krótko. Kiedy po sprzedaży majątku rodzina Tetmajerów przeprowadziła się do Krakowa, Kazimierz, urodzony w 1865 r., rozpoczął współpracę z kilkoma periodykami, m.in. z krakowskim Czasem i Tygodnikiem Ilustrowanym. Zadebiutował jeszcze w czasie studiów filozoficznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, wydając poemat Illa. Sławę przyniosła mu druga seria poezji, których w sumie napisał osiem i to one stanowią główny zrąb jego twórczości. Zasłynął śmiałymi erotykami. Jego poezja to sztandarowe dzieła dekadenckiej twórczości młodopolskiej, on sam został uznany za poetę na wskroś modernistycznego; stał się pierwowzorem postaci poety w Weselu Wyspiańskiego.
Zasłynął również jako piewca urody Tatr. Młodość spędzona w Ludźmierzu związała go z Podhalem, ze Spiszem i z Tatrami. Wyrazem tego sentymentu są: cykl opowieści pisanych góralszczyzną Na skalnym Podhalu i epopeja tatrzańska Legenda Tatr. Jeszcze za jego życia w 1902 r. taternicy nazwali jego imieniem przełęcz między Gerlachem a Gerlachem Zachodnim.
Przez pewien czas Tetmajer pełnił funkcję osobistego sekretarza Adama Krasińskiego; podróżował wtedy po Europie. Został członkiem Polskiej Akademii Literatury i prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich. Po śmierci został na długi czas zapomniany.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1951 |
Zniesienie święta państwowego 1 maja. |
| 1953 |
Uchwała rządu o walce ze stonką ziemniaczaną. |
| 19 stycznia |
| 1945 |
Wyzwolenie Krakowa.
Wyzwolenie Łodzi.
Rozwiązanie AK przez generała Okulickiego.
|
| 1947 |
Sfałszowane wybory do Sejmu (wywiad)
Z prof. Czesławem Osękowskim rozmawia Ewa Zientara
Jak wyglądała sytuacja polityczna w Polsce po referendum z 30 czerwca 1946 roku?
Referendum z 30 czerwca 1946 r. zakończyło się klęską partii tzw. bloku demokratycznego: PPR, PPS, SL i SD. Społeczeństwo Polski odpowiedziało twierdząco jedynie na trzecie pytanie głosowania – o akceptację nowej granicy na zachodzie, wyraźnie odrzucając dwa pierwsze – o zniesienie senatu oraz reformę rolną i nacjonalizację przemysłu. Władze sfałszowały jednak wyniki referendum i w oficjalnych komunikatach podawano, że Polacy głosowali „tak” na wszystkie trzy pytania, aprobując tym samym kierunki przemian ustrojowych w powojennej Polsce.
Od pierwszych dni lipca 1946 r., bezpośrednio po głosowaniu, władze starały się odwrócić uwagę społeczeństwa kraju od przegranego referendum. Stwarzano psychozę zewnętrznego i wewnętrznego zagrożenia, inspirując szereg spektakularnych przedsięwzięć dotyczących kwestii socjalnych, z których znaczna część - co trzeba dodać - spotkała się z poparciem ludzi. Najpowszechniej akceptowane przez społeczeństwo hasła i dokonania dotyczyły walki ze spekulacją, niwelowania różnic majątkowych oraz poprawy codziennych warunków życia.
PPR podejmowała działania polityczne i propagandowe, mające kształtować powszechne przekonanie o pozytywnej odpowiedzi obywateli na wszystkie pytania referendum. Sfałszowane wyniki głosowania interpretowano jako społeczną zgodę na przekształcenia ustrojowe w powojennej Polsce, realizowane według koncepcji i pod kierunkiem PPR. Za dobry sposób na odwrócenie uwagi społeczeństwa od referendum uznano podsycanie wśród Polaków nastrojów nacjonalistycznych. W ówczesnych warunkach były one stosunkowo łatwe do wywołania i rozbudzenia; zwrócono je zwłaszcza przeciwko Żydom i Niemcom. Jednocześnie starano się kształtować pozytywny wizerunek narodów ZSRR, co zwłaszcza w odniesieniu do Rosjan i Ukraińców nie było sprawą prostą i często przynosiło skutek wręcz odwrotny do zamierzonego.
Po referendum znacznie skomplikowała się sytuacja polityczna w kraju. Dotyczyło to zarówno relacji wewnątrz tzw. bloku demokratycznego, jak też jego stosunków z opozycją. Największe niezadowolenie wykazywała PPS. Kierownictwo tej partii nie ukrywało pretensji do PPR za zdominowanie struktur państwa i nieliczenie się z realiami sytuacji społecznej, politycznej i gospodarczej w Polsce. Krytykowano ewidentne przykłady fałszowania referendum i odsunięcie socjalistów od większego wpływu na bieg wydarzeń w kraju. Opinie takie pojawiły się zarówno w kierownictwie PPS, jak też wśród szeregowych członków partii. Co więcej, właśnie "na dołach" miały bardziej wyrazisty kształt, formułowano je bowiem na podstawie konkretnych nadużyć dokonywanych przez członków i organizacje PPR w najbliższym otoczeniu. Podobne pretensje pod adresem komunistów, chociaż nie tak jednoznaczne jak ze strony socjalistów, wysuwały również SL i SD.
PPS po referendum dążyła do zmiany stosunków z PPR. Kierownictwo partii ostatecznie uświadomiło sobie, że komuniści zmierzają najpierw do wyeliminowania PSL i SP, a następnie to samo będą chcieli uczynić z PPS. Nie oznaczało to wcale, że socjaliści kwestionowali sojusz z PPR, chcieli jednak ułożenia wzajemnych stosunków na zasadach partnerskich i nie za wszelką cenę.
Znacznie mniejsze problemy niż z PPS mieli komuniści z pozostałymi dwoma koalicjantami. Kierownictwo SD, zdominowane przez kryptokomunistów, nie stanowiło większego zagrożenia dla interesów PPR. Po referendum ponownie podporządkowało się linii programowej narzuconej przez komunistów i nie wykazywało większej samodzielności politycznej. Podobnie było z SL, jeszcze bardziej uwikłanym w zależność od PPR.
Największe rozterki polityczne po referendum wystąpiły w szeregach PSL. Ludowcy, choć wiedzieli, że odnieśli sukces wyborczy, nie mogli zdyskontować porażki komunistów. Członkowie partii zostali poddani permanentnej inwigilacji ze strony władz bezpieczeństwa, które skupiły się na rozbijaniu kół stronnictwa w terenie. Sytuację komplikowało dodatkowo funkcjonowanie dwóch innych partii chłopskich: SL i PSL "Nowe Wyzwolenie". Choć nie miały one dużej liczby członków ani szerokiego zaplecza społecznego, były wspierane przez PPR i władze bezpieczeństwa. W wyniku represji część członków partii Stanisława Mikołajczyka bezpośrednio po referendum i w znacznie większym zakresie jesienią 1946 decydowała się na zawieszenie przynależności do PSL lub przejście do SL, PPR lub PPS, w znikomym odsetku do PSL "Nowe Wyzwolenie".
Jaki był stosunek państw zachodnich do ówczesnej sytuacji w Polsce?
Rozwojem sytuacji politycznej w Polsce po referendum żywo interesowały się mocarstwa zachodnie i ZSRR. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania wyrażały opinie o potrzebie prędkiego przeprowadzenia w Polsce demokratycznych wyborów, tak by wypełnić wcześniejsze ustalenia międzynarodowe. Z rezerwą odniosły się jednak do zgłaszanych przez Mikołajczyka propozycji nadzoru przez mocarstwa zachodnie wyborów w Polsce.
A jak reagował ZSRR?
Stalin już pod koniec lipca 1946 roku podczas pobytu w Moskwie Gomułki, Bieruta i Hilarego Minca potwierdził swoje gwarancje dla dominacji PPR w polskim systemie politycznym. Później ZSRR konsekwentnie wspierał polskich komunistów na drodze do przeprowadzenia kontrolowanych wyborów i sfałszowania ich wyników.
W jaki sposób ukształtowały się koalicje wyborcze?
Przyszłe koalicje były podstawowym zagadnieniem w międzypartyjnych rozmowach po referendum. PPR nie była przeciwna temu, aby do bloku wyborczego ukształtowanego pod jej kierownictwem przed referendum weszło także PSL. Komuniści widzieli jednak udział partii Mikołajczyka we wspólnym bloku na swoich zasadach, sprowadzających się w gruncie rzeczy do ubezwłasnowolnienia PSL. Stąd ludowcy, znając te dążenia, wszelkie sygnały i rozważania o ewentualnej koalicji z PPR traktowali z rezerwą i nieufnością.
Oficjalne rozmowy pomiędzy przedstawicielami PPR i PSL na temat koalicji wyborczej odbyły się w lipcu 1946. Spotykano się dwukrotnie. Ludowcy podczas rozmów wysunęli dziesięciopunktowy program, który miał stanowić podstawę wzajemnych negocjacji i ewentualnie przyszłego porozumienia. Domagali się między innymi ustalenia zasad przyszłej konstytucji, przyjęcia ordynacji wyborczej zapewniającej demokratyczne wybory, przeprowadzenia wyborów samorządowych, amnestii dla więźniów politycznych, udziału w sprawowaniu władzy i reorganizacji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W zamian za wejście do wspólnej koalicji PPR proponowała dla PSL 25% mandatów poselskich, godziła się na dyskusję nad zgłoszonymi przez ludowców postulatami, z wyjątkiem kwestii MBP i odbycia wyborów samorządowych przed parlamentarnymi. Władze naczelne PSL odrzuciły propozycje kierownictwa PPR w sprawie wspólnej koalicji i zdecydowały o samodzielnym udziale w wyborach. Oficjalne negocjacje pomiędzy PSL a PPR nie były już kontynuowane, chociaż odbywały się rozmowy nieoficjalne, które nie zakończyły się jednak żadnymi ustaleniami.
Poważne spory na temat koalicji wyborczych toczyły się jesienią 1946 roku w Stronnictwie Pracy. Ta druga obok PSL opozycyjna partia targana była wewnętrznymi sprzecznościami politycznymi i organizacyjnymi, co uniemożliwiało wypracowanie jednolitego stanowiska wobec wyborów. Na początku września 1946 Feliks Widy-Wirski, opowiadający się dotąd za samodzielnym pójściem stronnictwa do wyborów, zmienił zdanie i zaczął działać na rzecz przystąpienia SP do wspólnego bloku z PPR, PPS, SL i SD. Nie zdołał jednak przeforsować odpowiedniej uchwały w gremiach kierowniczych partii. Stosunek do koalicji wyborczej jeszcze bardziej podzielił i tak już skłóconych członków stronnictwa. Ostatecznie, po poważnych sporach wewnętrznych, w połowie października przyjęto kompromisowe rozwiązanie, zgodnie z którym na tzw. Ziemiach Odzyskanych SP miało przystąpić do tzw. bloku demokratycznego, zaś na pozostałym obszarze kraju pójść do wyborów z samodzielna listą.
Umowa o jedności działania pomiędzy PPR i PPS w kampanii wyborczej do sejmu podpisana została 28 listopada 1946 roku. Dokument składał się z ośmiu punktów i poufnego załącznika, dotyczącego spraw polityczno-organizacyjnych. Choć obie strony uważały podpisanie umowy za sukces, większe znaczenie miała ona dla PPR, komuniści narzucili bowiem socjalistom własną koncepcję rozwiązywania spraw w państwie. PPS zgodziła się na organizacyjne współdziałanie z PPR, utrzymywanie w tajemnicy międzypartyjnych dysonansów i zwalczanie PSL oraz oddała w ręce komunistów kontrolę nad aparatem wyborczym. Dokonano także podziału mandatów w bloku, zgodnie z którym PPR i PPS miały otrzymać po 31% miejsc w przyszłym parlamencie, SL – 27%, a SD – 11%. Następnego dnia, 29 listopada, umowę o jedności działania w kampanii wyborczej do sejmu zaakceptowały SL i SD. W ten sposób kończył się proces formowania tzw. demokratycznego bloku wyborczego.
Jak do wyborów odnosiło się społeczeństwo?
To bardzo szerokie zagadnienie. Stosunek społeczeństwa Polski do wyborów nie był jednakowy, zależała od wielu czynników. Zasadnicze różnice wynikały z przynależności partyjnej i sympatii politycznych. Inne wiązały się z miejscem zamieszkania, przynależnością społeczną, zawodową, wiekiem itp. Odmienne były opinie ludzi na temat wyborów bezpośrednio po referendum, odmienne w czasie kampanii wyborczej, a jeszcze inne po wyborach. Reakcje społeczne zmieniały się z upływem czasu, stosowanych metod propagandowych oraz represji ze strony władz. Spore różnice w ocenie wyborów występowały również pomiędzy wsią a miastem, Polską centralną a tzw. Ziemiami Odzyskanymi. Nieco inaczej odnosili się do wyborów rolnicy niż robotnicy, inteligencja, młodzież. Swój stosunek do wyborów miało także duchowieństwo. Nie zawsze pokrywał się on ze zdaniem episkopatu.
Większość ludzi przed wyborami pogodziła się z panującą w kraju sytuacją, podporządkowała się władzy i dała się zastraszyć, jednak wewnętrznie takiej sytuacji nie akceptowali. Nie identyfikowali się z działaniami władzy, lecz dla swojego i najbliższych dobra oraz bezpieczeństwa nie zwracali się przeciwko niej otwarcie. Udział ludzi w przedsięwzięciach politycznych organizowanych przez władze nie był naturalny i nie wynikał z ich przekonań oraz oczekiwań. Wypracowany w powojennym okresie układ stosunków pomiędzy władzą a społeczeństwem, choć nienaturalny i szkodliwy, funkcjonował w Polsce przez następne dziesięciolecia.
W jaki sposób władze wpływały na wynik wyborów?
Władze dopuściły się jeszcze większej liczby nadużyć wyborczych. Na około 48 tysięcy członków obwodowych komisji wyborczych blisko 15% powołanych zostało niezgodnie z prawem. Prawa głosu pozbawiono 520 tysięcy osób. Spośród 364 członków okręgowych komisji wyborczych w kraju członkowie PPR stanowili 38% , PPS – 24%, wśród 48 tysięcy członków komisji obwodowych odsetek członków PPR wynosił 65, a PPS – 15. Na masową skalę – 60-65% głosujących – zmuszono ludzi do głosowania jawnego i grupowego. UB zwerbował 44% członków komisji okręgowych i 48% obwodowych, unieważniono listy PSL w 10 okręgach wyborczych, nie dopuszczono do rejestracji 131 tzw. list dzikich – kandydatów niezależnych, zgłaszanych zazwyczaj przez organizacje społeczne i środowiskowe. W ramach tzw. aresztów prewencyjnych w całym kraju uwięziono 13 670 osób, najwięcej w województwie krakowskim - 2262 - i rzeszowskim – 1843. W toku kampanii wyborczej w całym kraju krótkotrwałe zatrzymania, do 48 godzin, zastosowano wobec ponad stu tysięcy osób, najwięcej w województwie pomorskim – 27 tysięcy. Rozwiązano 43 zarządy powiatowe PSL, zmuszono do wystąpienia ze stronnictwa 140 tysięcy osób.
Jakie były oficjalne, ogłoszone przez władze wyniki wyborów?
Państwowa Komisja Wyborcza podała 3 lutego 1947, że w wyborach do Sejmu Ustawodawczego głosowało 11 244 837 osób spośród 12 701 058 uprawnionych do głosowania, czyli 89,9%. Na listę bloku miało głosować 9 003 692 osoby – 80,1% głosujących, na PSL 1 154 947 – 10,3%, PSL „Nowe Wyzwolenie” 397 754 – 3,5%. Na inne listy miało oddać głos 157 611 osób, czyli 1,4%. Na ogólną liczbę 444 miejsc w sejmie 114 przypadło PPR, 116 – PPS, 109 – SL, 27 – PSL, 7 - PSL „Nowe Wyzwolenie”, 41 – SD, 15 – SP, 5 – osobom z prorządowych grup katolickich i 10 – bezpartyjnym.
Jak można skomentować te wyniki?
Jest wiele przesłanek, dowodów i źródeł pozwalających twierdzić, że wybory do Sejmu Ustawodawczego, podobnie jak odbyte pół roku wcześniej referendum, zostały sfałszowane. Niejednokrotnie potwierdzały to osoby związane w tamtych czasach z obozem komunistów, i to z najwyższych kręgów ówczesnej władzy. Nieznana jest jak dotąd skala fałszerstw i ich sposoby. Znamy niewiele materiałów dokumentujących manipulację w obliczaniu wyników głosowania. Brakuje innych niż przedstawione przez władze, potwierdzonych podpisami członków komisji wyników wyborów. Być może, iż nadal kryją je archiwa, w tym zwłaszcza Instytutu Pamięci Narodowej, chociaż wydaje się to mało prawdopodobne. W takiej sytuacji pozostaje jedynie konfrontowanie cząstkowych czy też lokalnych wyników wyborów z różnych źródeł z wynikami oficjalnymi.
Ważna przesłanka fałszerstwa związana jest z wynikami referendum. Zakończyło się ono porażką partii bloku i jest nieprawdopodobne, aby społeczeństwo polskie w tak krótkim czasie zmieniło orientację polityczną i poparło w wyborach PPR oraz jej sojuszników. Jest to niemożliwe tym bardziej, że prowadzone przez UB w powiatach i obwodach wyborczych w grudniu 1946 i pierwszej połowie 1947 r. szacunki preferencji wyborczych ludności wcale nie wskazywały na pewny sukces partii bloku. Najgorszych wyników władze spodziewały się w województwach, w których największe wpływy miało PSL: poznańskim, krakowskim, rzeszowskim, lubelskim, białostockim i warszawskim.
Dowody sfałszowania wyników wyborczych przedłożyło PSL, które złożyło protest generalny oraz protesty we wszystkich okręgach wyborczych. Zgromadzone dokumenty przedstawiały nadużycia wyborcze w całym kraju i wyniki wyborów dla części obwodów. Różniły się one znacznie od wyników rządowych i wskazywały na sukces wyborczy stronnictwa. PSL udało się ustalić wyniki dla blisko 1300 obwodów, co stanowiło około 18,9 % ogółu obwodów wyborczych w Polsce. Według wyliczeń stronnictwa na jego listy padło 69 % głosów.
Nie ulega wątpliwości, że do pracy nad fałszowaniem wyborów władze przystąpiły bezpośrednio po referendum. Na długo przed dniem głosowania rozstrzygnięto podstawowe kwestie prawne, organizacyjne oraz zdecydowano o wynikach wyborów. W porównaniu z referendum władze znacznie lepiej przygotowały się do sfabrykowania rezultatów wyborczych. Pozostawiono także znacznie mniej śladów dokonanego fałszerstwa.
Wybory przygotowała ściśle wyselekcjonowana i wydzielona grupa osób wywodzących się z aparatu PPR, UB i Wojska Polskiego. Dobierali oni i instruowali odpowiednich ludzi w organach głosowania do wypełnienia zadań związanych ze sfałszowaniem wyborów. Pozostałe osoby licznie zaangażowane w przygotowanie wyborów wypełniały jedynie przydzielone zadania natury organizacyjnej, informacyjnej i porządkowej i nie miały większego pojęcia o przygotowywanym fałszerstwie. W tym kontekście należy oddzielić działania oficjalne od przedsięwzięć nieoficjalnych, które zadecydowały o wynikach głosowania. Komunistom udało się jednak metodami organizacyjnymi pozyskać do współpracy po stronie bloku wcale niemałą grupę Polaków. Interpretowano to jako wyraz powszechnego poparcia przez społeczeństwo kraju PPR i jej sojuszników oraz akceptację przemian ustrojowych w powojennej Polsce.
Wyniki głosowania miały zapewnić samodzielne sprawowanie władzy w Polsce przez partie bloku. Miały także pokazać minimalne poparcie Polaków dla PSL. Także podział mandatów pomiędzy partie bloku, chociaż pozornie obiektywny, zapewniał przy ewentualnie niespodziewanym dla PPR zachowaniu się posłów PPS kontrolę parlamentu i rządu przez komunistów. Takie zabezpieczenie stanowiła łączna liczba posłów do sejmu PPR i SL, gwarantująca minimalną większość parlamentarną.
Jakie były następstwa wyborczego fałszerstwa?
Wybory do Sejmu Ustawodawczego kończyły dwuletni okres walki o władzę w powojennej Polsce. Po sfałszowanym głosowaniu faktycznie dzierżyli ją komuniści. Tylko pozornie wpływ na losy państwa mieli ich polityczni sojusznicy. Wybory ugruntowały w Polsce władzę PPR i pogrzebały marzenia opozycji i społeczeństwa o budowie w Polsce demokratycznego systemu politycznego. Z upływem czasu komuniści rozszerzali zakres swojej władzy we wszystkich dziedzinach życia. Własną pozycję w państwie w kontaktach z Zachodem argumentowali poparciem wyborców uzyskanym podczas głosowania. Podobnie uzasadniali także społeczne i gospodarcze przemiany w kraju, których wdrażanie po wyborach zostało przyspieszone i coraz bardziej wzorowane na doświadczeniach radzieckich.
Po wyborach do Sejmu Ustawodawczego PPR dążyła do maksymalnego wzmocnienia swoich wpływów. Do rozszerzenia dominacji w państwie nadal wykorzystywano aparat bezpieczeństwa, milicję i wojsko. Sięgnięto także po prawo, tworząc dyspozycyjne wobec kierownictwa PPR struktury i organy państwa. Władza komunistów przestawała być kontrolowana. Wraz z upływem czasu PPR odsuwała od wpływu na sprawy państwa swoich politycznych sojuszników. Na przejściowe opory w tym względzie natrafiono jedynie ze strony PPS. Na drugi plan zeszły kwestie międzynarodowe, przestawały mieć znaczenie w walce o władzę. Wiązało się to z narastającą zimną wojną, a zły stan stosunków z Zachodem stawał się argumentem na rzecz dominacji w państwie, represji i narzucania komunistycznej ideologii. Wyolbrzymione zagrożenie bezpieczeństwa państwa wykorzystywano do zbliżenia z ZSRR, zwalczania osób podtrzymujących kontakty z Zachodem i odwrócenia uwagi społeczeństwa od piętrzących się trudności gospodarczych.
Prof. Czesław Osękowski - historyk, zajmuje się historią powszechną po II wojnie światowej, współczesną historią Polski, naukami politycznymi. Pełni funkcję rektora Uniwersytetu Zielonogórskiego, jest członkiem Komitetu Nauk Historycznych PAN, kieruje Zakładem Historii Najnowszej UZ. Opublikował m.in.: Społeczeństwo Polski zachodniej i północnej w latach 1945-1956. Procesy integracji i dezintegracji (1994); Referendum 30 czerwca 1946 r. w Polsce (2000); Wybory do sejmu 19 stycznia 1947 roku w Polsce (2000).
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 20 stycznia |
| 2000 |
Władze naszego kraju nakazały natychmiastowy wyjazd z Polski 9 dyplomatom rosyjskim, których podejrzewano o szpiegostwo. Ambasadorowi Federacji Rosyjskiej wręczono pismo, w którym określono te osoby jako "personae non gratae". |
| 2005 |
W Warszawie zmarł Jan Nowak-Jeziorański, założyciel, a następnie przez długie lata dyrektor, Radia Wolna Europa. |
| 21 stycznia |
| 1953 |
Początek procesu kurii krakowskiej
W największej w Krakowie hali widowiskowej zakładów Szadkowskiego władze komunistyczne urządziły pokazowy proces czterech księży i trzech osób świeckich. Słynny stalinowski prokurator płk Stanisław Zarakowski oskarżał ich o szpiegostwo na rzecz Watykanu i amerykańskiego imperializmu, handel walutą i przywłaszczanie skarbów narodowych. Dowody, znalezione w czasie przeszukania budynku kurii, miały przekonać wszystkich o winie: pliki dolarów, butelki z alkoholem, książeczki dla dzieci (służące do przemycania szpiegowskich materiałów) oraz broń. W arsenale, który kuria miała zgromadzić w ramach przygotowań do III wojny światowej, znajdowały się zabytkowe szable i rusznice, ale też karabiny, które księża połamali i zatopili dwa lata wcześniej w rzece.
Wszyscy oskarżeni, z wyjątkiem Stefanii Rospond, przyznali się do winy. Większość w pełni zgadzała się z zarzutami, podawała też kompromitujące fakty dotyczące innych osób. Dopełniali tym samym obraz przedstawiony przez świadków. Obrońcy podkreślali, że zbrodnie ich klientów są wielkie i niepodważalne. Sprawiedliwość okazała się więc surowa dla wrogów Polski Ludowej: trzy wyroki śmierci (żadnego nie wykonano), dla pozostałych od 6 lat więzienia do dożywocia.
W czasie procesu władze zorganizowały nagonkę w mediach. W zakładach pracy i w szkołach odbywały się masówki, na których potępiano "zdrajców".
Wszyscy oskarżeni i świadkowie byli poddani torturom. Kilkudziesięciogodzinne przesłuchania miały na celu nauczenie ofiar na pamięć kwestii, które mieli odegrać na sali rozpraw. Bito ich, wystawiano nagich na mróz i polewano wodą, pluto na nich, gaszono papierosy na skórze. Ksiądz Józef Fudali został tak zmaltretowany, że nie nadawał się do procesu pokazowego. Sądzony w osobnym procesie - trząsł się, ledwo stojąc na nogach, miał wybite zęby – odwołał swoje zeznania, krzycząc, że miażdżyli mu przyrodzenie. Zmarł w szpitalu więziennym w 1955 r., nie doczekawszy wyroku.
Kampania była fragmentem walki z Kościołem – jedyną instytucją niezależną od PZPR. Miała na celu kompromitację zmarłego niedawno kard. Adama Sapiehy. W kilka miesięcy po niej internowany został prymas Wyszyński.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 1955 |
21-24 stycznia - odbyło się III Plenum KC PZPR, które poddało krytyce "wypaczenia w pracy partii i aparatu państwowego", domagając się wzmocnienia kontroli partii nad działalnościa organów państwa. |
| 1971 |
Edward Gierek na spotkaniu z przedstawicielami środowisk twórczych deklaruje wolę władz rekonstrukcji Zamku Królewskiego w Warszawie. |
| 22 stycznia |
| 1940 |
Masowa egzekucja Polaków w Palmirach. |
| 1999 |
Początek najwiekszych w latach 90. protestów rolniczych. |
| 23 stycznia |
| 1919 |
Przekroczenie przez wojska czechosłowackie linii demarkacyjnej na Śląsku Cieszyńskim
W połowie stycznia 1919 roku nowo powstałe państwo polskie toczyło ciężkie walki o swój kształt terytorialny. W Wielkopolsce trwało powstanie, a oddziały niemieckie przeszły do ofensywy, zadając powstańcom duże straty. Zacięte walki toczyły się także na Ukrainie. Na wschodzie z kolei rosło zagrożenie bolszewickie. Jedyną bezpieczną granicą wydawała się granica południowa. 5 listopada 1918 roku Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego zawarła ze swym czeskim odpowiednikiem porozumienie o podziale ziem. Nie zaakceptował go jednak rząd w Pradze.
23 stycznia 1919 roku wojska czeskie przekroczyły linię demarkacyjną na Śląsku Cieszyńskim. Oddziały polskie, mimo wzmocnień, cofnęły się pod naporem za linię Wisły. Dopiero w krwawej bitwie pod Skoczowem udało im się zatrzymać ofensywę. Tymczasem Czesi zajęli Orawę i Spisz. Mocarstwom udało się doprowadzić do rozejmu, który parafowano 3 lutego. Na spornych terenach miał się odbyć plebiscyt rozstrzygający o przynależności państwowej tych ziem. Jednak w trakcie ofensywy bolszewickiej Polska zrezygnowała z głosowania i zgodziła się, aby to mocarstwa zakończyły spór. Rozwiązanie okazało się wielce niekorzystne dla rządu w Warszawie i pozostawiło po stronie czeskiej większość zagarniętego terytorium.
Źródło: Muzeum Hstorii Polski
|
| 1950 |
Podporządkowanie państwu Zrzeszenia Katolików Caritas. |
| 1953 |
Początek regularnego nadawania programu przez Telewizję Polską
Prace nad emisją programu telewizyjnego w Polsce podjęto już w 1935 roku w Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym. Próbny sygnał zaczęto nadawać dwa lata później. W dalszych działaniach przeszkodził wybuch II wojny światowej.
Pomysł utworzenia polskiej stacji telewizyjnej powrócił w 1947 roku. Doświadczalna Stacja Telewizyjna Instytutu Łączności mieściła się w Warszawie przy ulicy Ratuszowej 11. 25 października 1952 roku, tuż przed wyborami do Sejmu, wyemitowała pierwszy, eksperymentalny program. Prace nadzorował prof. Janusz Groszkowski, a koordynował inż. Lesław Kędzierski.
Regularną emisję rozpoczęto 23 stycznia 1953 roku. Początkowo Telewizja Polska nadawała pół godziny programu tygodniowo. W trzy miesiące później widzowie mogli już oglądać telewizję przez godzinę w tygodniu. Emitowano m.in. programy sportowe, dziecięce, a nawet spektakle teatralne. Sygnał odbierać mogła jedynie nieliczna grupa Polaków.
Źródło:Muzeum Historii Polski.
|
| 2007 |
Zmarł Ryszard Kapuściński, dziennikarz, reportażysta, publicysta. |
| 24 stycznia |
| 2007 |
Zmarła Krystyna Feldman, aktorka filmowa i teatralna. |
| 25 stycznia |
| 1949 |
Utworzenie Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. |
| 1971 |
W Wydziale Rurowni Stoczni im. A. Warskiego w Szczecinie rozpoczął się strajk wywołany żądaniem przyspieszenia wykonania planu produkcyjnego. |
|
1996
|
Premier Józef Oleksy podał sie do dymisji. |
| 26 stycznia |
| 1919 |
Wybory do sejmu ustawowczego. |
| 1934 |
Zawarcie paktu o nieagresji między Polską i Niemcami. |
| 27 stycznia |
| 1952 |
Opublikowanie projektu konstytucji. |
| 1989 |
W Magdalence doszło do spotkania strony rządowej z opozycyjną, podczas którego omawiano plan pracy "okrągłego stołu". |
|
1990
|
27-29 stycznia - XI Zjazd PZPR okazał się ostatnim jej zjazdem - partia została rozwiązana. 29 stycznia większość delegatów powołała nowa formację polityczną pod nazwą Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej (SdRP) z Aleksandrem Kwaśniewskim jako przewodniczącym. |
| 1999 |
W krakowie zmarł Jerzy Turowicz, wieloletni redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego". |
| 2004 |
Rada ministrów przyjęła plan Hausnera, czyli plan naprawy finansów publicznych. Plan składał się z trzech trzęści: pierwsza dotyczyła gospodarki. przede wszystkim restrukturyzacji grupy PKP, górnictwa, publicznych zakładów opieki społecznej; druga część obejmowała działania w zakresie administracji, a także wyadtków i wpływów państwowej kasy; trzeci aczęść to reforma wydatków socjalnych państwa. |
| 28 stycznia |
| 1998 |
Rząd ogłosił projekt reformy szkolnictwa, w którym następuje nawiązanie do systemu oświaty z lat trzydziestych, polegającej na wprowadzeniu kształcenia trzystopniowego to jest: szkoła podstawowa (6 lat), gimnazjum (3 lata) oraz szkoła ponadgimnazjalna (3 lata).
|
| 2006 |
Zawalenie się dachu hali w Katowicach
28 stycznia 2006 roku w hali Międzynarodowych Targów Katowickich odbywała się międzynarodowa wystawa gołębi pocztowych. Na Śląsku hodowla gołębi jest bardzo popularnym hobby, więc na miejscu panował tłok. Organizatorzy spodziewali się, że ekspozycję w ciągu trzech dni odwiedzi ponad 12 tys. osób. Na imprezę przybyli wystawcy nie tylko z Polski, ale również z Czech, Węgier, Niemiec, Francji oraz Belgii. Tuż przed katastrofą w hali znajdowało się około 700 osób.
O 17.15 na zwiedzających i wystawców runął dach. Straż pożarna natychmiast otrzymała wiadomość o katastrofie. W akcji ratowniczej uczestniczyli strażacy, żołnierze, ratownicy górniczy, policjanci oraz strażnicy miejscy z całego regionu. W poszukiwania zaangażowano ratowników ze specjalnie przeszkolonymi psami tropiącymi. Okoliczni mieszkańcy pośpieszyli z pomocą, przynosili koce i ciepłe ubrania dla rannych. Akcję cały czas utrudniała niska temperatura.
W wyniku katastrofy pod gruzami zginęło 65 osób, a 170 zostało rannych. Była to największa katastrofa tego rodzaju w dziejach Polski. Przeprowadzone śledztwo wykazało, że tragedię spowodowały błędy konstrukcyjne oraz projektowe. Bezpośrednią przyczyną zawalenia się hali był zalegający na jej dachu śnieg i lód.
Źródło: Muzeum Historii Polski
|
| 29 stycznia |
| 1945 |
Rozpoczęcie walk o przełamanie Wału Pomorskiego. |
| 2002 |
Szefowie resortów obrony narodowej Polski i NIemiec podpisali porozumienie w sprawie przekazania polskim siłom zbrojnym sprzętu używanego przez Bundeswehrę. |
| 2004 |
Sąd znowelizował ustawę o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej, ustawiając dzień 2 maja Dniem Flagi RP. |
| 30 stycznia |
| 1968 |
Ostatni spektakl "Dziadów" w Teatrze Narodowym w Warszawie. Po zapadnięciu kutryny, przy ukłonach padają okrzyki: "Niepodległość bez cenzury", "Chcemy Dziadów". Grupa młodzieży studenckiej z transparentami organizuje pochód ulicami Warszawy. |
| 1982 |
Prezydent USA Ronald Regan proklamował "dzień solidarności z narodem polskim".
Początek nadawania programu telewizyjnego o zasięgu ogólnoświatowym: "Aby Polska była Polską".
|
| 31 stycznia |
| 1920 |
Wkroczenie wojska polskiego do Chojnic i przyłaczenie ich po 148 latach zaborów do ojczyzny. |
| 1920 |
Plebiscyt na Górnym Śląsku: oddziały angielskie i włoskie obsadziły tereny plebiscytowe na Górnym Śląsku i w olsztyńskim. |
|
|
|
|