|
- Matematyka jest bogatsza niż inne nauki - zapewnia prof. Yau, zdobywca matematycznego Nobla. To nie tylko przenośnia. Według amerykańskiego serwisu CareerCast.com, który corocznie układa rankingi atrakcyjności profesji - biorąc pod uwagę także zarobki - zawód matematyka jest absolutnie numerem 1!
|
Dobrze jest mieć pracę ciekawą, lekką i dobrze płatną. Słowem, nieźle jest mieć zawód matematyka, bo to on jest w tym roku na czele rankingu serwisu CareerCast.com. Zaraz za nim plasują się statystyk i aktuariusz, czyli również odmiany matematyków (aktuariusz zajmuje się modelami matematycznymi stosowanymi w ubezpieczeniach). Czwarte miejsce przypada biologom, ale dwa kolejne zajmują znowu zawody pokrewne matematyce - informatyk oraz analityk systemów komputerowych. Wynik jest miażdżący. Tymczasem zawody tradycyjnie uznawane za lukratywne wylądowały daleko, np. bankier dopiero na 25. pozycji, sędzia - na 69., agent ubezpieczeniowy - na 96., chirurg - na 156. Zaskakujące? Tylko dlatego, że wielu z nas nie ma bladego pojęcia, czym właściwie zajmuje się matematyk. Pokutują stereotypy, zgodnie z którymi musi być zgorzkniałym belfrem lub w najlepszym razie autystycznym profesorem. Tymczasem we współczesnym świecie matematyk znaczy tyle co specjalista od rozwiązywania problemów. Jakich? Najróżniejszych. Są tacy matematycy, którzy zajmują się niemal czystą abstrakcją, inni zastosowaniami matematyki. Gorącym obszarem jest np. teoria automatów komórkowych i nauka o układach złożonych. One służą np. do przewidywania zachowania tłumów czy ławic zwierząt albo rynku akcji i papierów wartościowych (jak pokazały ostatnie miesiące, na tym polu wciąż wiele jest jeszcze do zrobienia). Układając ranking profesji, brano pod uwagę warunki pracy, towarzyszący jej stres, obciążenie fizyczne. Nie zapomniano o zarobkach. Średnią płacę matematyka w USA oszacowano na 94 tys. dol. rocznie, wyżej od średnich przychodów lekarza! Czy trzeba lepszej zachęty?
Tu znajdziesz matematyczną rozgrzewkę dla umysłu:
Irena Cieślińska
Rozmowa z prof. Shing-Tung Yau *
Piotr Cieśliński: Przeciętni ludzie zwykle wiedzą, czym obecnie zajmują się fizycy, biolodzy, astronomowie. Ale nie mają zielonego pojęcia, nad czym pracują matematycy. Dlaczego?
Prof. Shing-Tung Yau: Może matematycy są nieśmiali, a może nie dbają o to, by komunikować się z laikami. Ludzie też przeważnie nie wiedzą, o co ich pytać. Tymczasem matematyka jest dużo bogatsza niż inne nauki. Dzięki niej można zrozumieć wszystko, co tylko daje się opisać w sposób ilościowy. Od obserwacji gwiazd i czarnych dziur po rynek akcji, prognozy pogody, kryptografię czy przepływ wody. Wszędzie tam stosowana jest głęboka i skomplikowana matematyka.
Dlaczego więc tak rzadko jesteście w mediach?
- Bo matematyka to trudne, abstrakcyjne myślenie, a większość matematyków nie wysila się, by tłumaczyć opinii publicznej, nad czym pracują. To myślenie w stylu "Po co w ogóle mamy się starać, skoro i tak tego nie zrozumiecie?". A to jest możliwe, tylko po prostu wymaga sporego wysiłku.
A czy można wytłumaczyć to, nad czym pan teraz pracuje?
- Właśnie teraz, kiedy rozmawiamy, jeden z moich uczniów i współpracowników ma wykład na temat tego, jaki sens ma definicja masy w teorii względności Einsteina. To fundamentalne pojęcie, koncepcja rozwinięta wiele lat temu, ale wciąż nie do końca zrozumiana. Kiedy mamy do czynienia z bardzo silną grawitacją, cała czasoprzestrzeń ulega silnej deformacji i wtedy jest bardzo trudno zdefiniować, czym jest masa obiektu. Fizycy nie rozumieją dobrze takich silnych, nieliniowych oddziaływań. Ale myślę, że w końcu udało nam się rozwiązać ten problem, znaleźliśmy właściwą definicję.
Zajmuję się też podstawową matematyką - m.in. próbuję zrozumieć geometrię twarzy, a także mózgu.
W jakim celu?
- Żeby np. porównywać twarze z fotografii - czy należą do tej samej osoby. Albo stworzyć lepsze gry komputerowe. Mogę np. wziąć zdjęcie pańskiej twarzy i sprawić, by ta twarz poruszała się na ekranie komputera zgodnie z moim życzeniem albo wypowiadała zdania, które jej napiszę. Dzięki geometrii, którą rozwinąłem, będzie to wyglądało bardzo realistycznie.
A o co chodzi z tą geometrią mózgu?
- Chcemy porównywać obrazy mózgu i odczytywać z nich procesy lub choroby neurologiczne. Współpracujemy tu z lekarzami i szpitalami.
Jestem pod wrażeniem. Byłem przekonany, że zajmuje się pan czystą, abstrakcyjną matematyką.
- Akurat te prace mogą być mało znane. Ich wyników nie publikujemy, zanim nie uzyskamy patentów. To zresztą tylko mały fragment mojej pracy.
Zna pan tę anegdotę o podróżujących balonem, którzy zabłądzili we mgle? Kiedy wreszcie dostrzegli kogoś na ziemi, spytali go, gdzie się znajdują. A ten odrzekł: "W balonie". Podróżnicy doszli więc do wniosku, że to musiał być matematyk - bo jego odpowiedź była precyzyjna, ale bezużyteczna.
- Ha, ha, to pewnie fizycy wymyślają takie anegdoty. Ludzie lubią sobie stroić żarty z matematyków. Ale dobry matematyk nie ucieka od zastosowań i zajmowania się naturą. Ja też, jeśli tylko problem jest interesujący, pobudza moją ciekawość czy po prostu dla zabawy.
Kiedy zaczął pan myśleć o tym, że będzie matematykiem?
- Dość wcześnie. Dorastałem w Hongkongu w biednej rodzinie, mój ojciec umarł, kiedy miałem 14 lat. W tej bardzo trudnej sytuacji musiałem się nauczyć, jak przetrwać.
Wydaje się, że matematyka nie jest najbardziej istotna dla przetrwania?
- W tamtych czasach były tylko dwie możliwości. Albo zająć się jakimś małym biznesem, albo ciężko się uczyć i zdobyć uznanie. W zasadzie tylko nauka zapewniała przyszłość. A matematyki można się uczyć tylko z książek, nie mając dobrych nauczycieli.
Jakie trzeba mieć umiejętności, żeby zostać matematykiem?
- Podstawy algebry, analizy, geometrii - to oczywiste. Ale przede wszystkim osobista ciekawość. I dobra atmosfera - trzeba przebywać w gronie wybitnych matematyków. Dobrze zrozumiałem i poczułem matematykę dopiero wtedy, kiedy opuściłem Hongkong i przyjechałem studiować do Berkeley.
Wrócił pan potem do Chin?
- Po raz pierwszy w 1979 r., a potem już wiele, wiele razy. Pomogłem w utworzeniu trzech instytutów matematycznych w Chinach. Przez dziewięć miesięcy pracuję na Harvardzie, pozostały czas - w Chinach.
Nie miewa pan wakacji?
- U matematyków trudno odróżnić czas odpoczynku od pracy. Mogę pracować gdziekolwiek i kiedykolwiek.
W restauracji też?
- Wszędzie.
Pytam o to, bo polscy matematycy ze słynnej lwowskiej szkoły matematycznej byli znani z tego, że najlepiej im się pracowało w kawiarni Szkockiej, a rachunki zapisywali na blatach stolików.
- Ja dyskutuję ze współpracownikami, spacerując po uniwersyteckim trawniku, harwardzkim skwerze lub brzegiem rzeki Karola w Cambridge. Ale żeby się dobrze rozumieć, trzeba zapisywać wzory, więc najlepiej być przy jakiejś tablicy, w biurze lub domu.
Zawsze rozumiecie się nawzajem?
- W większości przypadków.
Wie pan, że matematycy - za przeproszeniem - są uważani za dziwaków?
- Może dlatego, że nie gonimy jak inni za pieniędzmi. Instytuty matematyki nie są tak bogato wyposażone jak inne, matematycy zwykle proszą o bardzo mało, tylko podstawowe rzeczy - jak tablica - do pracy. Matematyka to najtańsza inwestycja dla państwa.
W Polsce kilka lat temu matematyka przestała być obowiązkowym egzaminem na maturze.
- Żeby się dostać do najlepszych zachodnich uczelni, trzeba zdać dwa podstawowe egzaminy - z angielskiego i matematyki. Z języka - żeby potrafić siebie wyrazić, z matematyki - żeby nauczyć się myśleć, logicznie wnioskować, tj. rozumieć, co się dzieje na świecie. Żaden kraj nie powinien rezygnować z nauczania matematyki.
Jaki jest dziś w matematyce najtrudniejszy problem do rozwiązania?
- Ja bym zastąpił "najtrudniejszy" przez "najbardziej interesujący" - taki, który ma największe znaczenie dla przyszłości nauki, pogłębi nasze zrozumienie natury. Takich problemów jest wiele, a matematycy mają różne gusty, tak jak jedni lubią góry, inni morze. Mnie zajmują np. bardzo podstawowe problemy teorii superstrun.
Którą niektórzy uważają za ostateczną "teorię wszystkiego".
- Nie wierzę w "teorię wszystkiego". Wierzę w coraz lepsze zrozumienie natury. A im bardziej zgłębiamy naturę, tym więcej mamy do odkrycia. Tak jak w matematyce - na początku matematycy badali elementarne pojęcia, takie jak linie proste czy okręgi, później doszli do bardziej skomplikowanych krzywych i obiektów. I wciąż pojawia się coś nowego do poznania.
Czy uda się zrozumieć wszystko?
- Wątpię, nawet jeśli poznamy podstawowe prawa. Weźmy takie proste zjawisko jak turbulencja - rządzą nią proste prawa, a wciąż słabo ją rozumiemy. Kiedy tylko stawaliśmy przed jakimś problemem czy zjawiskiem, to w końcu udawało się je rozgryźć. Ale wtedy pojawiały się nowe zagadki. I tak będzie zawsze. Kiedy Isaac Newton tworzył swoją mechanikę, nie był świadomy istnienia problemów mechaniki kwantowej, bo ona była poza jego wiedzą. Dziś stawiamy sobie pytania, których w dawnych wiekach nikt nie zadawał, bo nikt nie miał pojęcia, że można je postawić. Z czasem, kiedy uzyskamy na nie odpowiedź, pojawią się nowe pytania, bardziej skomplikowane i jeszcze głębsze.
A co jest ważniejsze - zadać ważne pytanie czy rozwiązać ważny problem?
- I to, i to. Można zadać wiele pytań, na które nie da się dziś odpowiedzieć - takie są bezużyteczne. Bo postęp można osiągnąć tylko rozwiązując problemy. Trzeba więc stawiać takie pytania, które są w końcu możliwe do pokonania. Tylko takie się liczą. To one prowadzą matematyków.
* Shing-Tung Yau
jeden z największych matematyków naszych czasów, zwany cesarzem geometrii, laureat Medalu Fieldsa (matematycznego Nobla). Wychował się na przedmieściach Hongkongu w domu bez elektryczności i bieżącej wody. W wieku 20 lat wyjechał na stypendium do Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley w USA. Wkrótce potem udowodnił hipotezę Calabiego, jedną z podstaw teorii superstrun, według której świat jest zbudowany nie z cząstek, lecz z jeszcze mniejszych pętelek drgających w dziesięciu wymiarach.
Oprócz Medalu Fieldsa, który wręczono mu w 1983 r. na Międzynarodowym Kongresie Matematyków w Warszawie, dostał m.in. nagrodę MacArthura dla geniuszy i Narodowy Medal Nauki. Od lat jest profesorem Uniwersytetu Harvarda. 60. urodziny obchodził niedawno w Polsce - w czasie jubileuszowej konferencji Instytutu Matematyki PAN, który jest spadkobiercą najlepszych tradycji polskiej szkoły matematycznej i również świętuje teraz swoje 60-lecie.
Piotr Cieśliński
tekst pochodzi z "Gazety Wyborczej", wydanie z dnia 21 kwietnia 2009 r.